Kilka dni później....
-00 dla 05
-05 zgłaszam się- odpowiedział Mikołaj.
-Jedźcie na Browarną 28, przy tych starych magazynach.
-A coś więcej?- odezwał się patrolujący z Mikołajem, Mateusz.
-Ochroniarz w jednym magazynie znalazł ślady krwi.
-Ok. będziemy za jakieś 5 min.
Po kilku minutach dojechaliśmy na miejsce.
-Aspirant Mikołaj Białach a to aspirant Mateusz Wójcik, to pan do nas dzwonił?
-Tak. Zwykle nie sprawdzam tych magazynów ale ostatnio sąsiadka z tamtego domu podobno widziała palące się tu światła. Poszedłem więc na obchód i znalazłem duża plamę krwi.
-Dobrze, niech pan nas tam zaprowadzi- powiedział Mikołaj.
Rzeczywiście była tam znaczna plama krwi. Postanowiłem się rozejrzeć po pomieszczeniu a tymczasem Mateusz wzywał techników.
-Znalazłeś coś?- zawołał Mateusz.
-Jeszcze nic konkretnego.
Wszedłem do jakiegoś małego, zamykanego pomieszczenia. Rozejrzałem się dookoła. Stały tu jakieś stare graty, chyboczące się krzesło i stary materac. Nic ciekawego. Jednak gdy podszedłem bliżej zobaczyłem jakiś łańcuszek. Założyłem rękawiczki i wziąłem go do ręki
-O cholera- krzyknąłem zdenerwowany.
-Mikołaj co się dzieje?- zapytał, wchodzący do pomieszczenia Wójcik.
-To jest wisiorek Oli- odpowiedziałem nerwowo.
-Jesteś tego pewny?
-Tak. To prezent, który dostała ode mnie na urodziny.
Zgłosiliśmy całą sprawę dyżurnemu. Ten przysłał techników a my chcąc, nie chcąc musieliśmy wrócić na patrol. Na szczęście nie mieliśmy trudnych spraw bo ani ja ani Mateusz nie mogliśmy się skoncentrować. Wciąż czekaliśmy na wiadomości od techników. Zastanawialiśmy się czy pojawią się jakieś ślady i nowe tropy bo jak na razie nic nie znaleźliśmy. Zbliżała się 19:00 jak wracaliśmy na komendę. Praktycznie nie rozmawialiśmy, błądząc myślami wokół tej samej kobiety. Dla mnie była wszystkim, a dla Mateusza? Nie wiem i chyba wcale nie chcę wiedzieć. Wchodząc do budynku spotkaliśmy kobietę koło 50-tki, próbującą spotkać się z komendantem.
-Proszę pana ja muszę się koniecznie z nim zobaczyć- próbowała przekonać naszego kolegę Miśka.
-Ale ja tłumaczyłem pani, że komendant jest obecnie zajęty i nie przyjmuje interesantów. O Mikołaj widzę, że skończyliście już patrol.-dodał po chwili.
- Przepraszam pan Mikołaj Białach?
-Tak a my się znamy?- zapytałem zdziwiony.
-Przepraszam nie przedstawiłam się, Agnieszka Kołątaj. Ola wiele mi o panu opowiadała.
-Pani zna Olę?
-Tak to moja siostrzenica. Muszę koniecznie porozmawiać z Wojtkiem, tzn. z waszym szefem. Byłam w Gdańsku i dopiero dzisiaj dowiedziałam się o tym, co się stało Oli.
-Proszę niech pani z nami idzie- powiedziałem i pokiwałem w stronę Miśka, że wszystko w porządku.
Poszliśmy prosto do gabinetu komendanta.
-Agnieszka a co ty tu robisz?- zapytał zdziwiony jej widokiem.
-Wojtek co za głupie pytania zadajesz? Przecież wiesz, że Ola była dla mnie jak córka.
-Przepraszam nie mam do tego głowy. Nie wiem co się dzieje z moją córką a poza tym mam jeszcze inny problem.
-Jaki?
-Znaleziono kobietę, podobną do Oli spokrewnioną z nami a ja nie mam pojęcia im ona jest.
-O Boże- odpowiedziała Agnieszka, blednąc momentalnie jak ściana.
-Pani Agnieszko dobrze się pani czuje?- zapytałem, łapiąc ją i chroniąc przed upadkiem. Zaprowadziłem ją do pobliskiego krzesła.
-Przyniosę wody- powiedział Mateusz i wyszedł.
-Nie martwcie się. Już mi lepiej. Po prostu jak usłyszałam o tej kobiecie to...- nie dokończyła zdania.
-To?- zapytał Wysocki.
-Ja chyba wiem, kim jest ta kobieta.
-Ale skąd?- zapytaliśmy równocześnie z Wysockim.
-To siostra bliźniaczka Oli- wyszeptała po chwili.
-Że jak? Przecież to nie możliwe- krzyknął zdenerwowany Wysocki.
-Wiem, że to wydaje się nieprawdopodobne ale tak jest. Może ja wszystko opowiem od początku.
-Może tak będzie lepiej- powiedział zszokowany tymi informacjami inspektor.
-Kiedy Asia była z Olą w ciąży, chodziła do tego swojego doktorka. Jak dla mnie to był konował jeden a nie żaden doktor medycyny, ale to teraz nie ważne. Twierdził, że z ciążą wszystko w porządku a dziecko rozwija się prawidłowo. Idiota, nie powiedział, że to ciąża mnoga. A mnie się nie podobało, że Asia chodzi ciągle taka zmęczona, no i ma taki wielki brzuch. No ale ona ufała temu swojemu szarlatanowi i nie dała sobie nic przetłumaczyć. Kiedy odeszły jej wody zadzwoniła po mnie, więc zawiozłam ją do tego szpitala. Niestety musiałam wstąpić do niej po dokumenty dla lekarza i parę rzeczy, bo zapomniałam poprzednio zabrać. Kiedy wróciłam było po wszystkim. Po małej awanturze pozwolili mi zobaczyć siostrę i malutką. Wtedy Asia zwierzyła mi się, że coś jest nie tak. No i jak się zapytałam to odpowiedziała mi, że nafaszerowali ją jakimiś lekami, po których była prawie nieprzytomna. Wydawało się jej jednak, że słyszała płacz dwojga dzieci, nie jednego. Przyszedł ten konował, co prowadził jej ciążę, więc jak to ja zaczęłam wrzeszczeć, że co on tu robi, że mojej siostrze dziecko ukradli i zadzwonię zaraz do jej męża a on w policji pracuje. Niestety cały personel twierdził, że to mojej siostrze coś się przewidziało.
-Dlaczego mi nic nie powiedziałyście?- zapytał zdenerwowany Wysocki.
-Joasia mnie o to prosiła. Sama stwierdziła, że się najwidoczniej pomyliła.
-Jeśli to prawda to ktoś musiał o tym wiedzieć.
-Ursula- krzyknęła po chwili Agnieszka.
-Kto?- zapytałem gubiąc się powoli w całej tej historii.
-Ursula była wtedy pielęgniarką na oddziale położniczym. Ona na pewno coś na ten temat wie.
Spisałem dane tej pielęgniarki i podałem je dyżurnemu do sprawdzenia. Postanowiłem pojechać do niej jeszcze dziś. Towarzyszył mi Mateusz.
Staliśmy pod drzwiami, nie mając odwagi nacisnąć dzwonka. Czułem się jakbym miał zaraz otworzyć przysłowiową puszkę Pandory. Wziąłem głęboki oddech i po chwili moja ręka dosięgnęła dzwonka. Zadzwoniłem i czekałem z Mateuszem aż ktoś otworzy.
Usłyszeliśmy szuranie stóp o podłogę a po chwili ujrzeliśmy starszą schorowana kobietę.
-Dzień dobry aspirant Mikołaj Białach a to aspirant Mateusz Wójcik KMP, możemy porozmawiać?
-Oczywiście, przepraszam niech panowie wejdą do środka- powiedziała, wpuszczając ich do swojego domu.
Zacząłem rozglądać się po skromnym wnętrzu, tego małego domku. Nagle moją uwagę zwróciło zdjęcie stojące na stoliku obok fotela, na którym siedziała pani Ursula. Zobaczyłem kobietę, podobną do mojej Oli. Różniła się kolorem włosów i uśmiechem. Ola była zawsze pozytywnie nastawiona do życia. Kobieta na zdjęciu miał sztuczny uśmiech i smutne oczy.
-Przepraszam, że zapytam ale kim jest ta kobieta na zdjęciu?
-To moja córka Adrianna.
-Moglibyśmy z nią porozmawiać?
-Niestety nie wiem, gdzie jest. Wyjechała dwa lata temu i od tej pory nie odzywała się do mnie. A dlaczego pan chce z nią rozmawiać?
-Bo jest podobna do mojej partnerki Aleksandry Wysockiej.
Staruszka złapała się za serce.
-O Boże.- szepnęła, roniąc łzy.
-Niech pani wreszcie wyjawi nam prawdę. Czy Adrianna jest córką Joanny i Wojciecha Wysockich?
-Tak. To siostra bliźniaczka waszej koleżanki- odparła.
Po godzinie wyszliśmy od niej. Opowiedziała nam całą historię. Niestety musieliśmy jej powiedzieć o śmierci jej przybranej córki. Przyjęła to całkiem spokojnie. Tłumaczyła nam, że domyślała się, że mogło się jej coś stać. Postanowiliśmy wrócić na komendę. Cisza panująca w radiowozie była nie do zniesienia ale żaden z nas nie miał ochoty jej przerywać. Zastanawialiśmy się kto zabił Adriannę i dlaczego chciał żebyśmy uwierzyli, że to Ola.
Nagle poczułem uderzenie. Straciłem panowanie nad kierownicą, uderzając głową o boczną szybę.
Straciłem przytomność...
piątek, 23 października 2015
piątek, 9 października 2015
Poszukiwana....
Kap, kap, kap....
Otworzyłam oczy zdezorientowana. Nie w pełni rozumiałam gdzie się znajduję. Powoli podniosłam się na rękach i rozejrzałam dookoła. Leżałam na jakimś starym materacu, w jakimś starym magazynie. Zupełnie nie wiedziałam jak tu się znalazłam. Wstałam ostrożnie i ruszyłam w kierunku drzwi. Niestety były zamknięte.
-Cholera- powiedziałam zdenerwowana. -Myśl Ola, myśl- powtarzałam chodząc w kółko i szukając jakiegoś wyjścia. Z każdą upływającą minutą bałam się coraz bardziej. Przeczesując włosy dłonią wyczułam z tyłu głowy niewielki guz. To dlatego nic nie pamiętam- pomyślałam sobie.
Usłyszałam zbliżające się kroki. Spanikowana próbowałam rozejrzeć się za czymś, czym mogłabym się obronić. Na szczęście znalazłam jakiś kawałek metalowej rury. Stanęłam za drzwiami i czekałam.
Kiedy tylko nieznany mi mężczyzna wszedł do środka nie zastanawiając się uderzyłam go tak, żeby stracił przytomność ale żebym go nie zabiła. Szybko wybiegłam i zaczęłam szukać wyjścia. Byłam już blisko kiedy drugi mężczyzna, o którym nie wiedziałam, złapał mnie i przyłożył jakąś szmatę do ust. To było ostatnie co pamiętam zanim straciłam przytomność.
W tym samym czasie na komendzie...
-Jacek nie widziałeś Oli?- Mikołaj zaczepił dyżurnego.
-Nie myślałem, że skończyliście na dzisiaj.
-Właśnie, miała zaraz przyjść a do tej pory jej nie ma. Zaczynam się martwić.
-Mikołaj to zadzwoń do niej.
-Dzwoniłem ale ma wyłączony telefon.
-To chodź poszukamy jej razem.
Po pół godzinie dalej jej nie znaleźliśmy, w dodatku żaden z policjantów jej nie widział.
-Mikołaj rzeczywiście coś musiało się stać-odezwał się Jacek.- Chodź sprawdzimy jeszcze nagrania z parkingu na komendzie- dodał po chwili.
-Ok.- odpowiedział Mikołaj i razem udali się do dyżurki.
To co zobaczyli na nagraniu, przeraziło ich obydwu. Widzieli jak po odejściu Mikołaja Ola chwilę
jeszcze siedzi w radiowozie. Kiedy z niego wyszła i odwróciła się żeby zamknąć auto ktoś podszedł do niej i uderzył ją w głowę. Następnie wepchnął ją z powrotem do radiowozu i nim po prostu odjechał.
-Nie to niemożliwe- powiedział wstrząśnięty Białach.
-Mikołaj leć szybko do komendanta...
-Cześć - powiedział Mateusz wchodząc do dyżurki.- A co wy macie takie grobowe miny?- zapytał po chwili.
-Ola została porwana- powiedział Jacek a Mikołaj wyszedł z pokoju.
-Żartujesz? Powiedz, że to tylko żart- odparł przerażony Mateusz.
-Niestety, sam zobacz- powiedział i pokazał nagrania z monitoringu.
Mikołaj w tym czasie pobiegł do komendanta.
Wysocki strasznie się zdenerwował. Przecież zagrożone było życie nie tylko życie jego córeczki ale i wnuka. Postawił całą komendę na nogi. Nikt nie mógł uwierzyć, że to się stało na policyjnym parkingu.
*Ola*
Nie wiem ile czasu byłam nieprzytomna. Siedziałam związana i zakneblowana na jakimś starym krześle. Głowa bolała mnie niemiłosiernie.Po jakimś czasie jeden z porywaczy rozwiązał mnie. Przyniósł mi coś do jedzenia i wodę do picia.
-Nawet nie próbuj uciekać. Następnym razem nie będziemy tacy dobrzy. Od razu dostaniesz kulkę w tę swoją śliczną główkę.- powiedział na wstępie i wyszedł zamykając drzwi.
Nie zamierzałam bezczynnie siedzieć. Musiałam mieć jakiś plan. Postanowiłam najpierw coś zjeść. Nie najlepiej myślało mi się z pustym żołądkiem. Kiedy już się posiliłam, wstałam i na spokojnie zaczęłam się rozglądać. Szukałam jakiegoś ukrytego wyjścia. Niestety nic nie znalazłam.
Siadłam więc w kącie i czekałam....
Na komendzie...
-Cholera Mikołaj jak to mogło się stać?- krzyczał Wysocki. Nadal nic nie było wiadomo w sprawie porwania Oli.
-Szefie nie wiem ale znajdziemy ją. Musimy...
Rozmowę przerwał im Jacek.
-Panie komendancie znaleźliśmy nasz radiowóz. Wysłałem tam patrol 006 i grupę antyterrorystów.
-Dobrze. Daj znać jak będzie coś wiadomo.
-Oczywiście- odpowiedział i wyszedł
-Mikołaj proszę jedź tam.
-Dobrze szefie- odparł Białach i pojechał w miejsce znalezionego auta policyjnego.
Miał nadzieję, że Ola odnajdzie się cała i zdrowa. W życiu chyba tak szybko nie jechał jak teraz. Każda minuta ciągnęła się jak godzina. Z każdym przejechanym kilometrem bał się coraz bardziej....
*Ola*
Mijały minuty, godziny a ja ciągle siedziałam i nie wiedziałam co dalej. W pewnym momencie usłyszałam zbliżające się do mnie kroki. Poczułam szarpnięcie. jeden z mężczyzn podniósł mnie.
-Czego chcecie?- zapytałam zdenerwowana.
-My?
-Tak wy. Dlaczego mnie porwaliście? Dla okupu?
Nie odpowiedzieli mi tylko głupio się zaśmiali.
-Co w tym takiego śmiesznego?
-Ty złociutka. My tylko wykonujemy zlecenie. Nasz szef ma inne plany wobec ciebie.
-Chcę z nim rozmawiać- krzyknęłam i próbowałam się wyrwać.
-Nie szarp się bo będzie bolało- odezwał się ten drugi.
-Nie- wyrwałam się i zaczęłam uciekać.
-Mówiłem ci, że następnym razem dostaniesz kulkę- krzyknął pierwszy z mężczyzn i skierował broń w moją stronę. Padł strzał...
*Mikołaj*
Dojechałem wreszcie na miejsce. Siedziałem w samochodzie i głośno wdychałem powietrze. Nie mogłem uspokoić drżenia rąk. Tak strasznie bałem się wysiąść i tam podejść. Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Po chwili uspokoiłem trochę rozedrgane nerwy i wysiadłem z auta. Szedłem powolnym krokiem. Widziałem chodzących dookoła techników.Zachowywali się jakoś dziwnie. Spojrzałem na Monikę. Stała, wtulona w Krzyśka i płakała.
-Monika..- zawołałem podchodząc do nich
Odwróciła się i spojrzała na mnie..
-Nie to nieprawda- wyszeptałem i pobiegłem do radiowozu.
-Mikołaj stój- krzyknęła za mną ale nie miałem zamiaru jej słuchać.
Zobaczyłem ją. Siedziała be ruchu w radiowozie.Podszedłem bliżej.
-Ola?- wyszeptałem
Jeden z techników pokręcił przecząco głową.
Nie mogłem w to uwierzyć. Moja Ola i moje dziecko...
Zbliżyłem się do niej. Jej widok był masakryczny. Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem. Ktoś strzelił jej w twarz. Zrobiło mi się niedobrze. Byłem policjantem z ponad 10 stażem i widziałem już wiele ale to? To było ponad moje siły.
-Mikołaj chodź- usłyszałem głos Krzyśka. Wstałem i poszedłem za nim. Nie byłem w stanie teraz się wykłócać.
-Jak to się stało?- zapytałem po chwili.
-Jak przyjechaliśmy to ta kobieta nie żyła.
-Kobieta?
-Mikołaj wiesz jak to działa. Dopóki nie robią sekcji to nie potwierdzą, że to Ola. Tym bardziej, że wiesz co zrobili jej twarzą.
-Krzysiek proszę...- jęknęła Monika. Nie była w stanie o tym myśleć. Jak zobaczyła swoją przyjaciółkę to prawie zemdlała.
-Boże jak my to powiemy Wysockiemu?
-Nie wiem- odpowiedział załamany Mikołaj.
Kilka dni później...
Wysocki jest na zwolnieniu lekarskim. Nie umie pogodzić się ze śmiercią córki. Dzisiaj jednak miał przyjść bo będą wyniki sekcji. Ja staram się jakoś trzymać ale nie wchodzi mi to najlepiej. Chodzę do pracy, żeby nie zwariować. Czekałem właśnie na raport od lekarza sądowego. Wiem, że nie powinienem się tym zajmować ale dopóki nie przeczytam to nie uwierzę w jej śmierć. Snułem się więc zdenerwowany, czekając na te cholerne wyniki.
Cała komenda była pogrążona w żałobie. Nikt się nie uśmiechał, nie żartował. Ola naprawdę była tu lubiana i nikt nie może uwierzyć, że coś takiego mogło ją spotkać.
-Mikołaj mam dla ciebie te wyniki- powiedział Mateusz, podchodząc do niego.
-To dawaj- odpowiedziałem i otworzyłem kopertę. Z każdym przeczytanym zdaniem traciłem nadzieję. Przeczytawszy ostatnie zdanie, kartka wypadła mi z rąk.
-Mikołaj i?
-Badania krwi potwierdzają, że to córka Wysockiego.- odpowiedziałem i usiadłem na krześle.- Boże to jednak ona- wyszeptałem po chwili.
Mateusz podniósł kartę i zaczął ją czytać. Wszystko niby się zgadzało, jedna tylko rzecz nie dawała mu spokoju. Zadzwonił do lekarki sądowej i zaczął ją o coś wypytywać. Po chwili odwrócił się do mnie i uśmiechnął.
-Mikołaj idziemy do komendanta- powiedział Mateusz.
Zapukaliśmy do jego drzwi.
-Wejść- usłyszeliśmy.
-Panie komendancie mamy wyniki- powiedział spokojnym tonem Mateusz.
-I?- zapytał zdenerwowany Wysocki.
-Badania krwi potwierdzają, że ta kobieta jest z szefem spokrewniona. -powiedział Mikołaj.
-O Boże- wyszeptał Wysocki łapiąc się za serce i siadając w swoim fotelu.
-Posłuchajcie- przerwał im Mateusz- To nie Ola. Z tego co wiem to Ola była w ciąży, prawda?
-No tak trzeci miesiąc- odparł zdezorientowany Mikołaj
-Właśnie, a ta kobieta którą naleźliśmy, nie była w ciąży obecnie ani wcześniej. Wychodzi na to, że Ola gdzieś jednak żyje.
-Jeśli rzeczywiście to nie moja córka, to kim do cholery jest ta zamordowana kobieta? I gdzie jest Ola?
-Nie wiem ale się dowiem- odpowiedział Mikołaj i wyszedł z gabinetu...
Siadłam więc w kącie i czekałam....
Na komendzie...
-Cholera Mikołaj jak to mogło się stać?- krzyczał Wysocki. Nadal nic nie było wiadomo w sprawie porwania Oli.
-Szefie nie wiem ale znajdziemy ją. Musimy...
Rozmowę przerwał im Jacek.
-Panie komendancie znaleźliśmy nasz radiowóz. Wysłałem tam patrol 006 i grupę antyterrorystów.
-Dobrze. Daj znać jak będzie coś wiadomo.
-Oczywiście- odpowiedział i wyszedł
-Mikołaj proszę jedź tam.
-Dobrze szefie- odparł Białach i pojechał w miejsce znalezionego auta policyjnego.
Miał nadzieję, że Ola odnajdzie się cała i zdrowa. W życiu chyba tak szybko nie jechał jak teraz. Każda minuta ciągnęła się jak godzina. Z każdym przejechanym kilometrem bał się coraz bardziej....
*Ola*
Mijały minuty, godziny a ja ciągle siedziałam i nie wiedziałam co dalej. W pewnym momencie usłyszałam zbliżające się do mnie kroki. Poczułam szarpnięcie. jeden z mężczyzn podniósł mnie.
-Czego chcecie?- zapytałam zdenerwowana.
-My?
-Tak wy. Dlaczego mnie porwaliście? Dla okupu?
Nie odpowiedzieli mi tylko głupio się zaśmiali.
-Co w tym takiego śmiesznego?
-Ty złociutka. My tylko wykonujemy zlecenie. Nasz szef ma inne plany wobec ciebie.
-Chcę z nim rozmawiać- krzyknęłam i próbowałam się wyrwać.
-Nie szarp się bo będzie bolało- odezwał się ten drugi.
-Nie- wyrwałam się i zaczęłam uciekać.
-Mówiłem ci, że następnym razem dostaniesz kulkę- krzyknął pierwszy z mężczyzn i skierował broń w moją stronę. Padł strzał...
*Mikołaj*
Dojechałem wreszcie na miejsce. Siedziałem w samochodzie i głośno wdychałem powietrze. Nie mogłem uspokoić drżenia rąk. Tak strasznie bałem się wysiąść i tam podejść. Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Po chwili uspokoiłem trochę rozedrgane nerwy i wysiadłem z auta. Szedłem powolnym krokiem. Widziałem chodzących dookoła techników.Zachowywali się jakoś dziwnie. Spojrzałem na Monikę. Stała, wtulona w Krzyśka i płakała.
-Monika..- zawołałem podchodząc do nich
Odwróciła się i spojrzała na mnie..
-Nie to nieprawda- wyszeptałem i pobiegłem do radiowozu.
-Mikołaj stój- krzyknęła za mną ale nie miałem zamiaru jej słuchać.
Zobaczyłem ją. Siedziała be ruchu w radiowozie.Podszedłem bliżej.
-Ola?- wyszeptałem
Jeden z techników pokręcił przecząco głową.
Nie mogłem w to uwierzyć. Moja Ola i moje dziecko...
Zbliżyłem się do niej. Jej widok był masakryczny. Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem. Ktoś strzelił jej w twarz. Zrobiło mi się niedobrze. Byłem policjantem z ponad 10 stażem i widziałem już wiele ale to? To było ponad moje siły.
-Mikołaj chodź- usłyszałem głos Krzyśka. Wstałem i poszedłem za nim. Nie byłem w stanie teraz się wykłócać.
-Jak to się stało?- zapytałem po chwili.
-Jak przyjechaliśmy to ta kobieta nie żyła.
-Kobieta?
-Mikołaj wiesz jak to działa. Dopóki nie robią sekcji to nie potwierdzą, że to Ola. Tym bardziej, że wiesz co zrobili jej twarzą.
-Krzysiek proszę...- jęknęła Monika. Nie była w stanie o tym myśleć. Jak zobaczyła swoją przyjaciółkę to prawie zemdlała.
-Boże jak my to powiemy Wysockiemu?
-Nie wiem- odpowiedział załamany Mikołaj.
Kilka dni później...
Wysocki jest na zwolnieniu lekarskim. Nie umie pogodzić się ze śmiercią córki. Dzisiaj jednak miał przyjść bo będą wyniki sekcji. Ja staram się jakoś trzymać ale nie wchodzi mi to najlepiej. Chodzę do pracy, żeby nie zwariować. Czekałem właśnie na raport od lekarza sądowego. Wiem, że nie powinienem się tym zajmować ale dopóki nie przeczytam to nie uwierzę w jej śmierć. Snułem się więc zdenerwowany, czekając na te cholerne wyniki.
Cała komenda była pogrążona w żałobie. Nikt się nie uśmiechał, nie żartował. Ola naprawdę była tu lubiana i nikt nie może uwierzyć, że coś takiego mogło ją spotkać.
-Mikołaj mam dla ciebie te wyniki- powiedział Mateusz, podchodząc do niego.
-To dawaj- odpowiedziałem i otworzyłem kopertę. Z każdym przeczytanym zdaniem traciłem nadzieję. Przeczytawszy ostatnie zdanie, kartka wypadła mi z rąk.
-Mikołaj i?
-Badania krwi potwierdzają, że to córka Wysockiego.- odpowiedziałem i usiadłem na krześle.- Boże to jednak ona- wyszeptałem po chwili.
Mateusz podniósł kartę i zaczął ją czytać. Wszystko niby się zgadzało, jedna tylko rzecz nie dawała mu spokoju. Zadzwonił do lekarki sądowej i zaczął ją o coś wypytywać. Po chwili odwrócił się do mnie i uśmiechnął.
-Mikołaj idziemy do komendanta- powiedział Mateusz.
Zapukaliśmy do jego drzwi.
-Wejść- usłyszeliśmy.
-Panie komendancie mamy wyniki- powiedział spokojnym tonem Mateusz.
-I?- zapytał zdenerwowany Wysocki.
-Badania krwi potwierdzają, że ta kobieta jest z szefem spokrewniona. -powiedział Mikołaj.
-O Boże- wyszeptał Wysocki łapiąc się za serce i siadając w swoim fotelu.
-Posłuchajcie- przerwał im Mateusz- To nie Ola. Z tego co wiem to Ola była w ciąży, prawda?
-No tak trzeci miesiąc- odparł zdezorientowany Mikołaj
-Właśnie, a ta kobieta którą naleźliśmy, nie była w ciąży obecnie ani wcześniej. Wychodzi na to, że Ola gdzieś jednak żyje.
-Jeśli rzeczywiście to nie moja córka, to kim do cholery jest ta zamordowana kobieta? I gdzie jest Ola?
-Nie wiem ale się dowiem- odpowiedział Mikołaj i wyszedł z gabinetu...
10 000 wyświetleń
Kochani czytelnicy mam już ponad 10 000 wyświetleń na blogu.
Dziękuję wszystkim, którzy czytają moje skromne wypociny. Mam nadzieję, że się podobają.
Dziękuję również za komentarze i oczywiście liczę na więcej.
Czekam z niecierpliwością na kolejne 10 000 wyświetleń.
Pozdrawiam wszystkich :-)
Jak się wyrobię to dzisiaj jeszcze dodam rozdział....
Dziękuję wszystkim, którzy czytają moje skromne wypociny. Mam nadzieję, że się podobają.
Dziękuję również za komentarze i oczywiście liczę na więcej.
Czekam z niecierpliwością na kolejne 10 000 wyświetleń.
Pozdrawiam wszystkich :-)
Jak się wyrobię to dzisiaj jeszcze dodam rozdział....
wtorek, 6 października 2015
Powrót do domu, rozmowa z Mikołajem, to ty?
Kilka dni później....
Siedziałam na plaży patrząc w morze i czekając na Mateusza. Chciałam się z nim pożegnać bo dziś wracam do Wrocławia. Ten tydzień strasznie szybko zleciał. Nadal zastanawiałam się czy podjęłam słuszną decyzję odnośnie mojego związku z Mikołajem.
-Hej piesku- powiedziałam do liżącego mnie po twarzy owczarka.
-Cześć Ola- przywitał się ze mną Mateusz.
-Cześć. Cieszę się, że jednak zdążyłeś spotkać się ze mną. Nie chciałam wyjeżdżać bez pożegnania.
-Ja też się cieszę. A tak w ogóle to jak się czujesz?
-Dobrze, tylko trochę się denerwuję. Boję się tego co będzie po powrocie.
-Nie martw się. Zobaczysz, wyjaśnisz sobie wszystko z ojcem dziecka i wszystko się ułoży- powiedział i przytulił mnie.
-Żeby to było takie proste- westchnęłam.
-Dobra, koniec smutków. Chodź zawiozę cię na dworzec.
-Dzięki. Super z ciebie przyjaciel.
-Nie dziękuj tylko chodź, bo w końcu spóźnisz się na ten swój pociąg- odparł z uśmiechem.
Poszliśmy po moją walizkę a potem pojechaliśmy na dworzec.
-Zadzwoń jak dojedziesz- powiedział, gdy wsiadałam do mojego pociągu.
-Wiem, wiem. Jeszcze raz dziękuję. Za wszystko.
-Nie ma sprawy- odpowiedział.
-Musisz mnie kiedyś odwiedzić- dodałam po chwili.
-Może kiedyś, kto wie...
Kilka godzin później...
-Nareszcie w domu- powiedziałam do siebie, wchodząc do mieszkania. Zaparzyłam owocową herbatę i usiadłam wygodnie na tarasie. Nad morzem było fajnie ale stęskniłam się za swoim miastem. Podziwiając zachód słońca wspominałam pobyt w Gdańsku. Po pamiętnej kolacji Mateusz nie próbował więcej mnie pocałować. Cieszyłam się, że postanowił być tylko przyjacielem, nikim więcej. Cały ten czas praktycznie spędzaliśmy razem. Uśmiechałam się na wspomnienie o nim. Moje rozmyślania, przerwał dzwonek do drzwi. Wiedziałam, że to Mikołaj.
-Wejdź- powiedziałam wpuszczając go do mieszkania.
-Ola martwiłem się o ciebie. Tak nagle zniknęłaś i nikt nie wiedział gdzie jesteś- powiedział próbując mnie przytulić ale ja odsunęłam się od niego.
-Nie Mikołaj- odparłam i udałam się do salonu.
Siedzieliśmy w kompletnej ciszy. Żadne z nas nie chciało zacząć rozmowy.
Postanowiłam zacząć.
-Mikołaj dlaczego? Dlaczego mi to zrobiłeś?
-Ola między mną a Emilką nic nie ma. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Jeśli chodzi o pomoc przy dziewczynkach to sama się zaoferowała.
-Wiesz jak ja się poczułam? Niby jesteśmy razem a to ona ci pomagała przy córkach.
-Ola zrozum byłaś wtedy chora. Strasznie się wtedy bałem, że to coś poważniejszego. Poza tym byłaś słaba i nie powinnaś była się męczyć.
-To trzeba było ze mną porozmawiać a nie wszystko ukrywać- krzyknęłam zdenerwowana.
-Ola uspokój się. Teraz nie powinnaś się denerwować.
-Wiem. Poza tym nadal boli mnie, że pomyślałeś, że łączy mnie coś z
Jackiem. Ja zawsze byłam uczciwa w stosunku do ciebie a ty ciągle coś kręcisz. Zawsze coś się dzieje. Nasz związek wcale nie jest taki mocny jak mi się wydawało- powiedziałam smutno.
-Naprawdę żałuję, tego co wtedy powiedziałem.
-Wiem ale...
-Ale co?
-Ale za wiele razy zawiodłam się na tobie. Nie wiem czy mogę ci znowu zaufać. Potrzebuję czasu- odparłam po chwili. Bałam się jego reakcji.
-Czasu? Chcesz mnie zostawić?- pytał zdenerwowany.
-Tak, nie..sama nie wiem- westchnęłam.
-Ola nie mówisz poważnie.
-Mikołaj nie chcę się rozstawać ale musisz dać mi czas. Musisz pokazać, że ci zależy na mnie.
-Dobrze. Ale dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że będziemy mieli dziecko?
-Na początku nie byłam w stanie nawet o nim myśleć. Lekarze uważali, że nie utrzymam ciąży. Potem jak zagrożenie minęło to ty miałeś problem z Kamilą i nie miałeś dla mnie czasu. Miałam ci SMSa wysłać?
-Przepraszam. Wybacz, że to tak wszystko się potoczyło- powiedział Mikołaj.
-Jest jeszcze jedna sprawa. Jutro wracam do pracy.
-Jak to do pracy? Powinnaś teraz o siebie dbać a nie patrolować ulice- krzyknął mężczyzna.
-Mikołaj nie zaczynaj. Poza tym zanim wyjechałam. rozmawiałam o tym z ojcem.
-Powiedziałaś mu, że będziesz miała ze mną dziecko?
-Nie do końca. Powiedziałam mu o ciąży ale nie wyjawiłam kto jest jego ojcem. I na razie nikomu o tym nie powiemy. Najpierw mój ojciec musi oswoić się z jedną informacją. Jak już się uspokoi to wtedy mu powiem o tobie.
- Jak uważasz- mruknął tylko i wyszedł na taras. Wiedziałam, że nie popiera mojej decyzji. Ja jednak nie chciałam się spieszyć.
Miesiąc później...
-Cholera te też ciasne?- stałam przed lustrem próbując znaleźć pasujące na mnie rzeczy. Przez ten miesiąc trochę się zaokrągliłam. Z każdym dniem powoli przestawałam mieścić się w swoje ubrania.
-Ola idziesz już?- niecierpliwił się Mikołaj.- Zaraz się spóźnimy.
-To idź sam- krzyknęłam z sypialni. Siadłam na łóżku i rozpłakałam się.
-Kochanie co się dzieje?- zapytał Mikołaj siadając obok mnie.
-Nic, znowu hormony szaleją. W nic się już nie mieszczę.
-Załóż tą sukienkę, którą kupił ci ostatnio twój ojciec.
-Chyba żartujesz- roześmiałam się.- Przecież to jest wielkości namiotu.
-No racja, trochę przesadził z rozmiarem..
-Dobrze daj mi minutę- westchnęłam i wyciągnęłam z szafy legginsy i turkusową tunikę.
Przebrałam się szybko i pojechaliśmy do pracy. Nie chciałam denerwować ojca. Ostatnimi czasy ciągle się sprzeczaliśmy bo nie chciałam mu powiedzieć kto jest ojcem mojego dziecka. Z Mikołajem pogodziliśmy się ale nadal nie mieszkamy razem. Nawet doszliśmy do porozumienia w prawie Emilki.
-Olu możemy porozmawiać?- na korytarzu zaczepił mnie ojciec.
Spojrzałam na Mikołaja i tylko wzruszyłam ramionami. Poszłam za ojcem do jego gabinetu.
-Słucham cię tato, byle szybko bo zaraz służbę zaczynam.
-Nie tym tonem moja panno.
-Tato nie zaczynaj. Lepiej powiedz o co chodzi.
-Kto jest ojcem? Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?
-Znów to samo. Jak będę gotowa to ci powiem. Proszę nie naciskaj.
-Ale Ola martwię się o ciebie.
-To się nie martw. Dorosła jestem- krzyknęłam wkurzona i wyszłam trzaskając drzwiami.
Mikołaj czekał już na mnie w naszym pokoju.
-Nie pytaj- powiedziałam i poszłam przebrać się w mundur.
Wracając zauważyłam, że ojciec rozmawia Mikołajem. Byłam ciekawa czego od niego chce.
Postanowiłam go o to zapytać jak będziemy już na patrolu.
Jechaliśmy właśnie w nasz rejon, postanowiłam więc poruszyć temat mojego ojca.
-Mikołaj co chciał mój ojciec od ciebie?
-Nie chcesz wiedzieć- odparł zawstydzony.
-No mów.
-Chciał, żebym wypytał się ciebie z kim się spotykasz.
-Wygadał się o dziecku?
-Nie
-No ładnie- westchnęłam.
Dzisiejszy patrol był wyjątkowo pracowity. Najpierw dostaliśmy zgłoszenie włamania, potem kradzieży w sklepie z markową odzieżą. Nie zapominajmy o ilości nałożonych na kierowców przez nas mandatów. Istny szał.
-Mikołaj może zrobimy sobie przerwę?
-A co znowu jesteś głodna?
-Eeejj... nie bądź wredny
-No dobrze. 05 dla 00
-00 słucham?
-Jacku wpisz nas na przerwę
-Dobrze. Na razie nie macie żadnych zgłoszeń.
-To gdzie?
-Oczywiście, że do pani Zosi- odparłam z uśmiechem.
Wchodziliśmy właśnie do bufetu, kiedy na naszej drodze pojawił się komendant.
-Wysocka, Białach po przerwie widzę was u siebie.
-Dobrze panie komendancie- powiedział Mikołaj.
Usiedliśmy przy naszym ulubionym stoliku i czekaliśmy na posiłek. Oboje z Mikołajem zastanawialiśmy się co chciał od nas mój ojciec. Po chwili nadeszła nasza kochana pani Zosia.
-Witam moje gołąbeczki- uśmiechnęła się do nas.
-Pani Zosiu..- zaczął Mikołaj.
-Wiem, wiem to na razie tajemnica.
-Dziękujemy- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Pani Zosiu może wie pani co komendant taki zły chodzi?
-To wy nie wiecie?
-Nie-odpowiedzieliśmy równocześnie, kiwając przecząco głowami.
-Bo przysłali do nas jakiegoś nowego policjanta. No a komendant dowiedział się o tym dopiero jak ten przyszedł dzisiaj z papierami, że będzie u nas teraz pracował. No i biedak siedzi u dyżurnego a wasz szef próbuje to jakoś odkręcić ale jak mi się widzi to marne szanse ma na to. Poza tym to szkoda byłoby gdyby go nie zostawili. Taki on przystojny i młody. A no i bardzo sympatyczny.
-Pani Zosiu bo pomyślę, że wpadł pani w oko- zaśmiał się Mikołaj.
-Oj kochaniutki gdybym ja te dwadzieścia lat była młodsza...- powiedziała, puściła do mnie oczko i poszła do siebie.
-Ola jedz bo przerwa nam się zaraz skończy- powiedział Mikołaj spoglądając na zegarek.
-Ale się najadłam- westchnęłam po chwili. Nie chciało mi się wracać na patrol.
-Zbieramy się. Nie zapomnij, że jeszcze musimy wstąpić do komendanta.
-Niestety.
Stanęliśmy przed gabinetem ojca. Żadne z nas nie chciało tam iść. W pewnym momencie usłyszałam szczekanie. Odwróciłam się i zobaczyłam psa na korytarzu przed drzwiami dyżurki.
-Ten pies wydaje mi się znajomy- powiedziałam i spojrzałam na Mikołaja. Kiedy pies mnie usłyszał zaczął biec w moją stronę. Mikołaj próbował go złapać ale ten go wyminął i podbiegł do mnie, liżąc mnie po rękach.
-Max a co ty tu robisz?- byłam zdziwiona jego obecnością na komendzie. Pies stał nie odstępując mnie na krok i merdając wesoło ogonem.
-Ola skąd znasz tego psa?- zapytał się w pewnym momencie Mikołaj. Był tak samo zdziwiony całą tą sytuacją jak ja.
-To długa historia. Potem ci powiem- odparłam.
Zobaczyliśmy jak Jacek wychodzi z dyżurki z jakimś mężczyzną. Nie mogłam uwierzyć, że to on. Stałam i jak głupia patrzyłam się na niego. On po chwili również mnie spostrzegł.
-Ola? To naprawdę ty?- pytał z niedowierzaniem.
Nie wiele myśląc podbiegłam do niego i rzuciłam mu się w ramiona.
-Mati to jasne, że ja. Pytanie co ty tutaj robisz.
-Jak to co? Zostałem tu przeniesiony. Będziemy razem pracować- odpowiedział z uśmiechem.
-Super- odparłam i uśmiechnęłam się do niego.- Chodź przedstawię cię komuś.
Podeszliśmy do stojącego z niepewną miną Mikołaja.
-To mój partner Mikołaj Białach a to przyjaciel z nad morza Mateusz Wójcik- przedstawiłam sobie obu panów.
-Miło mi. Wiele o tobie słyszałem- odpowiedział Mateusz.
-Mi również- odparł a duchu pomyślał -szkoda, że ja o tobie nic nie słyszałem.
-A co tu się dzieje?- usłyszeliśmy głos komendanta.
-Poznajemy się z nowym kolegą- odparłam i puściłam oczko do Mateusza. Ojciec zauważył to. Nie skomentował tego ale dziwnie się na mnie popatrzył.
-Ola, Mikołaj do mnie- syknął przez zęby i już go nie było. Chcąc nie chcąc musieliśmy do niego iść.
-Widzę, że poznaliście już aspiranta Wójcika.
-Tak, to przyjaciel Oli- wygadał się Mikołaj. Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem.
-Nie wiedziałem- odpowiedział Wysocki.
-Ja też nie- mruknął pod nosem Mikołaj ale i tak już to usłyszałam. No nie, zazdrosny jest- pomyślałam uśmiechając się pod nosem.
-Nie wiem do kogo go przydzielę ale mam prośbę. Pomoglibyście mu się tu zaaklimatyzować.
-Dobrze tato- powiedziałam- Możemy już iść?
-Jedno pytanie.
-Tak?
-To on?
-Ale co? I jaki on?- nie wiedziałam o czym mówi mój ojciec.
-No ten cały Wójcik. To on jest no wiesz...- nie wiedział jak wybrnąć bo przypomniał sobie, że Mikołaj nic nie wie.
-Nie rozumiem o co ci chodzi. Mów jaśniej tato.
-No on jest ojcem dziecka.
-Że co?- krzyknęłam- Czyś ty zwariował do reszty? Skąd ci to przyszło do głowy?
-No ta jakoś pomyślałem.
-Nie wierzę- powiedziałam zrezygnowana i wyszłam z gabinetu.
Do końca patrolu praktycznie się nie odzywałam. Mikołaj też jakoś nie tryskał humorem.
Wróciliśmy na komendę. Nasz patrol właśnie się skończył. Byłam nieziemsko zmęczona.
Miałam już wychodzić z radiowozu, kiedy zatrzymał mnie Mikołaj.
-Ola?
-Tak?
-Co cię łączy z tym całym Mateuszem?
-Porozmawiamy o tym wieczorem dobrze?
-Jak chcesz- powiedział i trzasnął drzwiami. Wszedł do budynku nie oglądając się za siebie.
-No pięknie- powiedziałam do siebie nadal siedząc w samochodzie. Tylko mi tego jeszcze dzisiaj brakowało. Wysiadłam po chwili, zamknęłam radiowóz i zobaczyłam ciemność....
Siedziałam na plaży patrząc w morze i czekając na Mateusza. Chciałam się z nim pożegnać bo dziś wracam do Wrocławia. Ten tydzień strasznie szybko zleciał. Nadal zastanawiałam się czy podjęłam słuszną decyzję odnośnie mojego związku z Mikołajem.
-Hej piesku- powiedziałam do liżącego mnie po twarzy owczarka.
-Cześć Ola- przywitał się ze mną Mateusz.
-Cześć. Cieszę się, że jednak zdążyłeś spotkać się ze mną. Nie chciałam wyjeżdżać bez pożegnania.
-Ja też się cieszę. A tak w ogóle to jak się czujesz?
-Dobrze, tylko trochę się denerwuję. Boję się tego co będzie po powrocie.
-Nie martw się. Zobaczysz, wyjaśnisz sobie wszystko z ojcem dziecka i wszystko się ułoży- powiedział i przytulił mnie.
-Żeby to było takie proste- westchnęłam.
-Dobra, koniec smutków. Chodź zawiozę cię na dworzec.
-Dzięki. Super z ciebie przyjaciel.
-Nie dziękuj tylko chodź, bo w końcu spóźnisz się na ten swój pociąg- odparł z uśmiechem.
Poszliśmy po moją walizkę a potem pojechaliśmy na dworzec.
-Zadzwoń jak dojedziesz- powiedział, gdy wsiadałam do mojego pociągu.
-Wiem, wiem. Jeszcze raz dziękuję. Za wszystko.
-Nie ma sprawy- odpowiedział.
-Musisz mnie kiedyś odwiedzić- dodałam po chwili.
-Może kiedyś, kto wie...
Kilka godzin później...
-Nareszcie w domu- powiedziałam do siebie, wchodząc do mieszkania. Zaparzyłam owocową herbatę i usiadłam wygodnie na tarasie. Nad morzem było fajnie ale stęskniłam się za swoim miastem. Podziwiając zachód słońca wspominałam pobyt w Gdańsku. Po pamiętnej kolacji Mateusz nie próbował więcej mnie pocałować. Cieszyłam się, że postanowił być tylko przyjacielem, nikim więcej. Cały ten czas praktycznie spędzaliśmy razem. Uśmiechałam się na wspomnienie o nim. Moje rozmyślania, przerwał dzwonek do drzwi. Wiedziałam, że to Mikołaj.
-Wejdź- powiedziałam wpuszczając go do mieszkania.
-Ola martwiłem się o ciebie. Tak nagle zniknęłaś i nikt nie wiedział gdzie jesteś- powiedział próbując mnie przytulić ale ja odsunęłam się od niego.
-Nie Mikołaj- odparłam i udałam się do salonu.
Siedzieliśmy w kompletnej ciszy. Żadne z nas nie chciało zacząć rozmowy.
Postanowiłam zacząć.
-Mikołaj dlaczego? Dlaczego mi to zrobiłeś?
-Ola między mną a Emilką nic nie ma. Jesteśmy tylko przyjaciółmi. Jeśli chodzi o pomoc przy dziewczynkach to sama się zaoferowała.
-Wiesz jak ja się poczułam? Niby jesteśmy razem a to ona ci pomagała przy córkach.
-Ola zrozum byłaś wtedy chora. Strasznie się wtedy bałem, że to coś poważniejszego. Poza tym byłaś słaba i nie powinnaś była się męczyć.
-To trzeba było ze mną porozmawiać a nie wszystko ukrywać- krzyknęłam zdenerwowana.
-Ola uspokój się. Teraz nie powinnaś się denerwować.
-Wiem. Poza tym nadal boli mnie, że pomyślałeś, że łączy mnie coś z
Jackiem. Ja zawsze byłam uczciwa w stosunku do ciebie a ty ciągle coś kręcisz. Zawsze coś się dzieje. Nasz związek wcale nie jest taki mocny jak mi się wydawało- powiedziałam smutno.
-Naprawdę żałuję, tego co wtedy powiedziałem.
-Wiem ale...
-Ale co?
-Ale za wiele razy zawiodłam się na tobie. Nie wiem czy mogę ci znowu zaufać. Potrzebuję czasu- odparłam po chwili. Bałam się jego reakcji.
-Czasu? Chcesz mnie zostawić?- pytał zdenerwowany.
-Tak, nie..sama nie wiem- westchnęłam.
-Ola nie mówisz poważnie.
-Mikołaj nie chcę się rozstawać ale musisz dać mi czas. Musisz pokazać, że ci zależy na mnie.
-Dobrze. Ale dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej, że będziemy mieli dziecko?
-Na początku nie byłam w stanie nawet o nim myśleć. Lekarze uważali, że nie utrzymam ciąży. Potem jak zagrożenie minęło to ty miałeś problem z Kamilą i nie miałeś dla mnie czasu. Miałam ci SMSa wysłać?
-Przepraszam. Wybacz, że to tak wszystko się potoczyło- powiedział Mikołaj.
-Jest jeszcze jedna sprawa. Jutro wracam do pracy.
-Jak to do pracy? Powinnaś teraz o siebie dbać a nie patrolować ulice- krzyknął mężczyzna.
-Mikołaj nie zaczynaj. Poza tym zanim wyjechałam. rozmawiałam o tym z ojcem.
-Powiedziałaś mu, że będziesz miała ze mną dziecko?
-Nie do końca. Powiedziałam mu o ciąży ale nie wyjawiłam kto jest jego ojcem. I na razie nikomu o tym nie powiemy. Najpierw mój ojciec musi oswoić się z jedną informacją. Jak już się uspokoi to wtedy mu powiem o tobie.
- Jak uważasz- mruknął tylko i wyszedł na taras. Wiedziałam, że nie popiera mojej decyzji. Ja jednak nie chciałam się spieszyć.
Miesiąc później...
-Cholera te też ciasne?- stałam przed lustrem próbując znaleźć pasujące na mnie rzeczy. Przez ten miesiąc trochę się zaokrągliłam. Z każdym dniem powoli przestawałam mieścić się w swoje ubrania.
-Ola idziesz już?- niecierpliwił się Mikołaj.- Zaraz się spóźnimy.
-To idź sam- krzyknęłam z sypialni. Siadłam na łóżku i rozpłakałam się.
-Kochanie co się dzieje?- zapytał Mikołaj siadając obok mnie.
-Nic, znowu hormony szaleją. W nic się już nie mieszczę.
-Załóż tą sukienkę, którą kupił ci ostatnio twój ojciec.
-Chyba żartujesz- roześmiałam się.- Przecież to jest wielkości namiotu.
-No racja, trochę przesadził z rozmiarem..
-Dobrze daj mi minutę- westchnęłam i wyciągnęłam z szafy legginsy i turkusową tunikę.
Przebrałam się szybko i pojechaliśmy do pracy. Nie chciałam denerwować ojca. Ostatnimi czasy ciągle się sprzeczaliśmy bo nie chciałam mu powiedzieć kto jest ojcem mojego dziecka. Z Mikołajem pogodziliśmy się ale nadal nie mieszkamy razem. Nawet doszliśmy do porozumienia w prawie Emilki.
-Olu możemy porozmawiać?- na korytarzu zaczepił mnie ojciec.
Spojrzałam na Mikołaja i tylko wzruszyłam ramionami. Poszłam za ojcem do jego gabinetu.
-Słucham cię tato, byle szybko bo zaraz służbę zaczynam.
-Nie tym tonem moja panno.
-Tato nie zaczynaj. Lepiej powiedz o co chodzi.
-Kto jest ojcem? Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?
-Znów to samo. Jak będę gotowa to ci powiem. Proszę nie naciskaj.
-Ale Ola martwię się o ciebie.
-To się nie martw. Dorosła jestem- krzyknęłam wkurzona i wyszłam trzaskając drzwiami.
Mikołaj czekał już na mnie w naszym pokoju.
-Nie pytaj- powiedziałam i poszłam przebrać się w mundur.
Wracając zauważyłam, że ojciec rozmawia Mikołajem. Byłam ciekawa czego od niego chce.
Postanowiłam go o to zapytać jak będziemy już na patrolu.
Jechaliśmy właśnie w nasz rejon, postanowiłam więc poruszyć temat mojego ojca.
-Mikołaj co chciał mój ojciec od ciebie?
-Nie chcesz wiedzieć- odparł zawstydzony.
-No mów.
-Chciał, żebym wypytał się ciebie z kim się spotykasz.
-Wygadał się o dziecku?
-Nie
-No ładnie- westchnęłam.
Dzisiejszy patrol był wyjątkowo pracowity. Najpierw dostaliśmy zgłoszenie włamania, potem kradzieży w sklepie z markową odzieżą. Nie zapominajmy o ilości nałożonych na kierowców przez nas mandatów. Istny szał.
-Mikołaj może zrobimy sobie przerwę?
-A co znowu jesteś głodna?
-Eeejj... nie bądź wredny
-No dobrze. 05 dla 00
-00 słucham?
-Jacku wpisz nas na przerwę
-Dobrze. Na razie nie macie żadnych zgłoszeń.
-To gdzie?
-Oczywiście, że do pani Zosi- odparłam z uśmiechem.
Wchodziliśmy właśnie do bufetu, kiedy na naszej drodze pojawił się komendant.
-Wysocka, Białach po przerwie widzę was u siebie.
-Dobrze panie komendancie- powiedział Mikołaj.
Usiedliśmy przy naszym ulubionym stoliku i czekaliśmy na posiłek. Oboje z Mikołajem zastanawialiśmy się co chciał od nas mój ojciec. Po chwili nadeszła nasza kochana pani Zosia.
-Witam moje gołąbeczki- uśmiechnęła się do nas.
-Pani Zosiu..- zaczął Mikołaj.
-Wiem, wiem to na razie tajemnica.
-Dziękujemy- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Pani Zosiu może wie pani co komendant taki zły chodzi?
-To wy nie wiecie?
-Nie-odpowiedzieliśmy równocześnie, kiwając przecząco głowami.
-Bo przysłali do nas jakiegoś nowego policjanta. No a komendant dowiedział się o tym dopiero jak ten przyszedł dzisiaj z papierami, że będzie u nas teraz pracował. No i biedak siedzi u dyżurnego a wasz szef próbuje to jakoś odkręcić ale jak mi się widzi to marne szanse ma na to. Poza tym to szkoda byłoby gdyby go nie zostawili. Taki on przystojny i młody. A no i bardzo sympatyczny.
-Pani Zosiu bo pomyślę, że wpadł pani w oko- zaśmiał się Mikołaj.
-Oj kochaniutki gdybym ja te dwadzieścia lat była młodsza...- powiedziała, puściła do mnie oczko i poszła do siebie.
-Ola jedz bo przerwa nam się zaraz skończy- powiedział Mikołaj spoglądając na zegarek.
-Ale się najadłam- westchnęłam po chwili. Nie chciało mi się wracać na patrol.
-Zbieramy się. Nie zapomnij, że jeszcze musimy wstąpić do komendanta.
-Niestety.
Stanęliśmy przed gabinetem ojca. Żadne z nas nie chciało tam iść. W pewnym momencie usłyszałam szczekanie. Odwróciłam się i zobaczyłam psa na korytarzu przed drzwiami dyżurki.
-Ten pies wydaje mi się znajomy- powiedziałam i spojrzałam na Mikołaja. Kiedy pies mnie usłyszał zaczął biec w moją stronę. Mikołaj próbował go złapać ale ten go wyminął i podbiegł do mnie, liżąc mnie po rękach.
-Max a co ty tu robisz?- byłam zdziwiona jego obecnością na komendzie. Pies stał nie odstępując mnie na krok i merdając wesoło ogonem.
-Ola skąd znasz tego psa?- zapytał się w pewnym momencie Mikołaj. Był tak samo zdziwiony całą tą sytuacją jak ja.
-To długa historia. Potem ci powiem- odparłam.
Zobaczyliśmy jak Jacek wychodzi z dyżurki z jakimś mężczyzną. Nie mogłam uwierzyć, że to on. Stałam i jak głupia patrzyłam się na niego. On po chwili również mnie spostrzegł.
-Ola? To naprawdę ty?- pytał z niedowierzaniem.
Nie wiele myśląc podbiegłam do niego i rzuciłam mu się w ramiona.
-Mati to jasne, że ja. Pytanie co ty tutaj robisz.
-Jak to co? Zostałem tu przeniesiony. Będziemy razem pracować- odpowiedział z uśmiechem.
-Super- odparłam i uśmiechnęłam się do niego.- Chodź przedstawię cię komuś.
Podeszliśmy do stojącego z niepewną miną Mikołaja.
-To mój partner Mikołaj Białach a to przyjaciel z nad morza Mateusz Wójcik- przedstawiłam sobie obu panów.
-Miło mi. Wiele o tobie słyszałem- odpowiedział Mateusz.
-Mi również- odparł a duchu pomyślał -szkoda, że ja o tobie nic nie słyszałem.
-A co tu się dzieje?- usłyszeliśmy głos komendanta.
-Poznajemy się z nowym kolegą- odparłam i puściłam oczko do Mateusza. Ojciec zauważył to. Nie skomentował tego ale dziwnie się na mnie popatrzył.
-Ola, Mikołaj do mnie- syknął przez zęby i już go nie było. Chcąc nie chcąc musieliśmy do niego iść.
-Widzę, że poznaliście już aspiranta Wójcika.
-Tak, to przyjaciel Oli- wygadał się Mikołaj. Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem.
-Nie wiedziałem- odpowiedział Wysocki.
-Ja też nie- mruknął pod nosem Mikołaj ale i tak już to usłyszałam. No nie, zazdrosny jest- pomyślałam uśmiechając się pod nosem.
-Nie wiem do kogo go przydzielę ale mam prośbę. Pomoglibyście mu się tu zaaklimatyzować.
-Dobrze tato- powiedziałam- Możemy już iść?
-Jedno pytanie.
-Tak?
-To on?
-Ale co? I jaki on?- nie wiedziałam o czym mówi mój ojciec.
-No ten cały Wójcik. To on jest no wiesz...- nie wiedział jak wybrnąć bo przypomniał sobie, że Mikołaj nic nie wie.
-Nie rozumiem o co ci chodzi. Mów jaśniej tato.
-No on jest ojcem dziecka.
-Że co?- krzyknęłam- Czyś ty zwariował do reszty? Skąd ci to przyszło do głowy?
-No ta jakoś pomyślałem.
-Nie wierzę- powiedziałam zrezygnowana i wyszłam z gabinetu.
Do końca patrolu praktycznie się nie odzywałam. Mikołaj też jakoś nie tryskał humorem.
Wróciliśmy na komendę. Nasz patrol właśnie się skończył. Byłam nieziemsko zmęczona.
Miałam już wychodzić z radiowozu, kiedy zatrzymał mnie Mikołaj.
-Ola?
-Tak?
-Co cię łączy z tym całym Mateuszem?
-Porozmawiamy o tym wieczorem dobrze?
-Jak chcesz- powiedział i trzasnął drzwiami. Wszedł do budynku nie oglądając się za siebie.
-No pięknie- powiedziałam do siebie nadal siedząc w samochodzie. Tylko mi tego jeszcze dzisiaj brakowało. Wysiadłam po chwili, zamknęłam radiowóz i zobaczyłam ciemność....
niedziela, 27 września 2015
Nie tak miało być....
Siedziałam przy biurku i czekałam na Mikołaja. Nadal rozmyślałam nad tym co przed chwilą zobaczyłam. Po chwili do pokoju zamiast mojego partnera wszedł dyżurny.
-Ola możemy porozmawiać?
-Słucham cię Jacku.
-Mam do ciebie sprawę. Możemy umówić się po pracy w barze niedaleko komendy?
-Nie moglibyśmy przełożyć tego na jutro?- zapytałam.
-Wolałbym dzisiaj jeśli możesz.
-No dobrze to widzimy się po pracy. Idę poszukać Mikołaja bo musimy już wracać na patrol- powiedziałam i wyszłam na korytarz. Byłam ciekawa o czym Jacek chce ze mną porozmawiać.
Po drodze spotkałam szczęśliwą Emilkę. Zaczęłam wątpić, że między mną a Mikołajem wszystko się ułoży.
-Ola, Mikołaj prosił ci przekazać, że czeka na ciebie na dole- usłyszałam panią sierżant.
-Dzięki- powiedziałam krótko. Schodząc na dół zobaczyłam Mikołaja rozmawiającego z moim ojcem. Ominęłam bez słowa obydwóch mężczyzn i wyszłam przed budynek. Z jednej strony byłam wściekła a z drugiej miałam ochotę zalać się łzami. Co te hormony ze mną robią?- pomyślałam sobie.
-Ola coś się stało?- zapytał niczego nie świadomy Mikołaj.
-Nie nic- powiedziałam oschłym tonem i wsiadłam do radiowozu.
Do końca służby praktycznie nie odzywałam się do niego. Po pracy poszłam się szybko przebrać, bo przypomniałam sobie, że jestem umówiona z Jackiem.
-Ola spieszysz się gdzieś?- zapytał mnie Mikołaj.
-A dlaczego pytasz?
-Tak tylko.
-To co idziemy do mnie?- zapytałam ciekawa jego odpowiedzi.
-Wiesz, dzisiaj jestem już umówiony ale jutro czemu nie.
-Z kim?
-Z kolegą a czemu pytasz?
-Tak tylko- powtórzyłam jego wcześniejsze słowa.
-To ja idę, żeby się nie spóźnić. Do jutra kochanie. Pa- odparł i po krótkim pocałunku wyszedł.
Zabrałam torebkę i wyszłam przed komendę. Tam czekał na mnie Jacek.
-Idziemy?- zapytałam. Poszliśmy w stronę pobliskiego baru.
W barze...
Usiedliśmy w najcichszym miejscu. Ja zamówiłam sok porzeczkowy a Jacek piwo.
-Słucham. Chciałeś o czymś porozmawiać?- spytałam przerywając niezręczną ciszę.
-Ola co jest między tobą i Mikołajem?
-To o tym chciałeś pogadać? To co jest między nami to nasza sprawa.
-Ola nie denerwuj się. Ja pytam bo chciałbym spotykać się z tobą i to bardzo -powiedział a ja nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
- Jacek wybacz ale ja kocham Mikołaja i to się nie zmieni. Możemy być tylko przyjaciółmi - odpowiedziałam po chwili. Widziałam, że zrobiło mu się przykro i złamałam mu tym serce. Nie mogłam go jednak oszukiwać.
-Dobrze, będę się musiał się z tym pogodzić. To co przyjaciele?- powiedział i wyciągnął rękę w moją stronę.
-Tak przyjaciele- powiedziałam z uśmiechem i podałam mu swoją dłoń.
Uśmiech zamarł mi na twarzy, kiedy zobaczyłam Mikołaja. Siedział w towarzystwie Emilki. Nie wiele myśląc wstałam i podeszłam do nich.
-A więc to jest ten twój kolega?- zapytałam wściekła. Zobaczyłam jak Mikołaj odwraca się w moją stronę ze zdziwieniem na twarzy.
-Ola a co ty tutaj robisz?
-Tyle masz mi do powiedzenia? Co ty tutaj robisz?
-Ola to nie tak- zaczął się tłumaczyć.
-A jak? Mówiłeś, że umówiłeś się z kolegą a widzę cię z Emilką. Okłamałeś mnie, tylko nie wiem czemu. Przecież nie zabroniłabym ci się z nią widywać.
-Ola nie denerwuj się- powiedziała do mnie Emilka.- Mikołaj chciał mi podziękować za pomoc przy córkach.
-Co?- wykrzyczałam zdumiona.- Teraz wiem dlaczego odrzucałeś moją pomoc. Już ją miałeś od Emilii.
-Ola nie chciałem, żebyś się przemęczała. Poza tym co ty tu robisz z Jackiem? Podobno jesteście tylko kolegami? A może się mylę?- pytał podejrzliwie.
-Nie muszę ci się tłumaczyć- krzyknęłam i nie panując nad sobą spoliczkowałam go.
Wybiegłam szybko z baru i zadzwoniłam po taksówkę. Miała być za kilka minut. Po chwili poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam Jacka.
-Ola wszystko w porządku?
-Nie ale nie martw się dam sobie radę. Zaraz powinna być moja taksówka.
-Ola przykro mi, że tak wyszło. Ja nigdy bym cię tak nie skrzywdził. Poza tym świata bym poza tobą nie widział. Mikołaj nie jest ciebie wart- powiedział i przyciągną mnie do siebie.
-Jacek co ty robisz?- zdążyłam tylko zapytać. Poczułam jego usta na moich. Próbowałam go odepchnąć ale obejmował mnie mocno.
-Puść mnie- krzyknęłam głośno. W tym momencie ktoś oderwał go ode mnie. To był Mikołaj. Wciekły krzyczał coś do Jacka a po chwili uderzył go pięścią w twarz. Ten nie wiele myśląc oddał mu. Zaczęli się bić.
-Uspokójcie się -wykrzyczałam. Nie słuchali mnie wcale. Zobaczyłam wybiegającą z baru Emilkę.
-Pomóż mi bo się pozabijają- krzyknęłam do niej. Obie dałyśmy radę ich rozdzielić. Podeszłam do Jacka. Miał prawdopodobnie złamany nos.
-Dlaczego mi to zrobiłeś? Tak zachowuje się przyjaciel?- zapytałam z łzami w oczach.
-Ola przepraszam - powiedziała skruszony. Nic nie odpowiedziałam tylko podeszłam do Mikołaja.
-A ty masz mi coś do powiedzenia?
-Jak zobaczyłem, że cię całuje to ogarnęła mnie furia. Zresztą jak miałem zareagować jak zobaczyłem cię w jego ramionach. A może ty chciałaś tego? co?
-Jesteś idiotą Mikołaj- wykrzyczałam. -Kochałam tylko ciebie. A tak przy okazji od dwóch tygodni próbuję ci powiedzieć, że jestem z tobą w ciąży. Jakbyś miał dla mnie czas to byś zauważył.
Zobaczyłam, że cała trójka jest zszokowana moimi słowami. Na szczęście podjechała moja taksówka. Wsiadłam więc szybko i podałam adres mojego ojca. Musiałam z nim poważnie porozmawiać.
Stałam przed drzwiami i czekałam, aż ktoś mi otworzy. Zadzwoniłam jeszcze raz.
-Już idę- usłyszałam ojca.
-Córeczko a co ty tu robisz?
-Tato możemy porozmawiać?
- Ależ oczywiście- powiedział i zaprowadził mnie do kuchni.
-Tato mogę wziąć tydzień urlopu?- zapytałam go.
-A coś się stało?
-Muszę przemyśleć parę spraw.
-No dobrze.
-Jest jeszcze jedna sprawa. Jestem w ciąży- powiedziałam i czekałam na jego reakcję.
Widziałam, że był mega zaskoczony. Nie był w stanie nic powiedzieć. Ciszę przerwał kobiecy głos
-Kochanie gdzie jesteś? Obudziłam się a ciebie nie było obok- powiedziała kobieta wchodząc do kuchni. Na mój widok zamilkła. Widziałam, że nie wiedziała jak ma się w tej sytuacji zachować. Odezwałam się po chwili.
-To wy jesteście razem?
-Córeczko to nie tak jak myślisz..- zaczął tłumaczyć się mój tato.
-Ale tato ja się cieszę, że kogoś masz, tylko trochę się zdziwiłam. Przecież wy z ciocią Agnieszką zawsze się kłóciliście.
-Nadal się kłócimy. Tylko inaczej się godzimy- zaśmiała się siostra mojej mamy.
-Co cię sprowadza do nas?- zapytała mnie ciocia.
-Ola jest w ciąży- uprzedził mnie ojciec.
-To wspaniale. Kochanie zostaniesz dziadkiem.
-Tak a kim jest ojciec dziecka?- zapytał mnie.
-Nie chcę teraz o tym mówić. Muszę się spakować i gdzieś wyjechać na ten tydzień.
-Kochanie to jedź do mnie do Gdańska. Masz tu klucze. Odpoczniesz sobie. Teraz musisz dbać o to maleństwo. Na rozmowy jeszcze przyjdzie czas- powiedziała ciocia patrząc na mojego ojca.
-Dziękuję ci ciociu- powiedziałam i przytuliłam się do niej.- To ja uciekam do siebie. Nie będę wam przeszkadzać.
-Kochanie nawet tak nie mów.
-Dziękuję ale naprawdę muszę już uciekać. Mam do was jeszcze jedną prośbę. Nie mówcie nikomu gdzie pojechałam.
-Dobrze obiecujemy, że zostanie to naszą małą tajemnicą. Trzymaj się kochanie- odparła ciocia i uściskała mnie mocno.
Pożegnałam się z tatą i obiecałam mu, że będę na siebie uważać. Dojeżdżając pod mój blok zauważyłam samochód Mikołaja. Nie chcąc z nim rozmawiać postanowiłam poczekać aż pojedzie do siebie. Po kilku minutach zauważyłam jak odjeżdża. Poszłam do swojego mieszkania, spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i pojechałam taksówką na dworzec. Starałam się nie myśleć o dzisiejszym dniu.
Cieszyłam się, kiedy nadjechał mój pociąg. Siedziałam teraz w przedziale i z każdym kilometrem czułam się coraz spokojniejsza.
-Prawie na miejscu- pomyślałam, wysiadając po kilku godzinach z pociągu. Pojechałam na znany mi z dzieciństwa adres siostry mojej mamy. Lubiłam ciocię Agnieszkę chociaż zawsze była trochę szalona. Wakacje spędzane u niej w domu zawsze były wesołe i udane.
Weszłam do domu i od razu poczułam ten zapach. Zapach ciastek cynamonowych, moich ulubionych.
Następnego dnia...
Siedziałam na terasie jedząc śniadanie i podziwiając widoki. Zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na ekran. Znowu Mikołaj. Odrzuciłam połączenie, nie chcąc z nim rozmawiać. Najpierw musiałam sobie wszystko przemyśleć. Nadal go kochałam ale zbyt wiele razy zawiódł moje zaufanie. Wiedziałam tylko, że teraz najważniejsze jest moje dziecko. Postanowiłam ten tydzień poświęcić na relaks i odpoczynek.
Szłam boso po plaży i starałam się nie myśleć o tym co czeka mnie po powrocie. Chciałam cieszyć się chwilą. Usiadłam na piasku i patrzyłam przed siebie , daleko w morze. Siedziałam tak sobie i dumałam, nie zważając na upływ czasu i otoczenie. W pewnym momencie poczułam uderzenie w głowę. Podniosłam lekko wzrok i zobaczyłam leżące przede mną frisbee. Podbiegł do mnie pies, owczarek niemiecki a za nim chyba jego właściciel.
-Nic się pani nie stało?- zapytał zdenerwowany.
-Nie nic. Niech się pan nie martwi- powiedziałam uśmiechając się do niego.
-Naprawdę jeszcze raz przepraszam- powiedział zawstydzony cała tą sytuacją.
-Max zostaw panią- dodał, widząc liżącego mnie po twarzy psa.
-Niech się pan tak nie przejmuje. Chyba mnie polubił- zaśmiałam się czując po raz kolejny jak mnie liże.
-Najwidoczniej- odparł również uśmiechając się do mnie.
-A tak w ogóle to jestem Mateusz- dodał po chwili.
-Ola
-Może w ramach przeprosin dasz namówić się na lody w pobliskiej kafejce?
-Z chęcią- odparłam i uśmiechnęłam się do niego.
Poszliśmy na lody, potem na spacer. Naprawdę miło spędziłam czas. Zapomniałam na chwilę o swoich troskach i problemach.
-Wiesz, muszę już uciekać- powiedziałam spoglądając na zegarek.
-Jak mus to mus- odpowiedział po chwili.
-No to lecę. Pa- odparłam i chciałam odejść.
-Ola?- usłyszałam Mateusza i poczułam jak łapie mnie za rękę.
-Tak?
-Może umówimy się na kolację?
-Wiesz, no nie wiem czy to dobry pomysł- zawahałam się..
-Tak bez podtekstów- dodał po chwili
-No dobrze- zgodziłam się w końcu.Umówiliśmy się przed restauracją.
-To do wieczora -odparł. Ja poszłam w swoją stronę a on w swoją.
Nadszedł wieczór a ja stałam przed szafą i zastanawiałam się w co mam się ubrać. Po chwili namysłu założyłam czarną koronkową sukienkę i czerwone sandałki na obcasie. Pomalowałam usta ulubioną szminką, zabrałam czarną kopertówkę i wyszłam na spotkanie. Nadal nie byłam pewna czy to dobry pomysł. Wychodząc z taksówki zauważyłam go, stojącego z kwiatami w ręku.
-To nie miała być randka- powiedziałam zbliżając się do niego.
-Cześć Olu, pięknie wyglądasz- powiedział- To nie jest randka- dodał po chwili.
-A to?- wskazałam na kwiaty
-To dla ciebie ale tak bez okazji- odparł wręczając mi bukiet.
-Aha. Dziękuję są śliczne- powiedziałam,
Kończyliśmy jeść kolację, kiedy zadzwonił mój telefon. Dzwonił mój ojciec. Wiedziałam, że jak nie odbiorę to nie da mi spokoju.
-Przepraszam cię ale muszę odebrać- powiedziałam denerwowana
-Nie szkodzi- odparł uśmiechem
-Słucham cię tato?
-...
- Tak u mnie wszystko w porządku.
-...
- Nie nie zapomniałam.
-...
-Tato przestań. Nie jestem już małą dziewczynką. Zajmij się lepiej ciocią.
-...
-Też cię kocham. Pa. -powiedziałam i rozłączyłam się.
-Przepraszam cie ale jakbym nie odebrała to dzwoniłby do upadłego
-Nadopiekuńczy ojciec?
-To nie jest śmieszne- odparłam widząc ja się śmieje.
-Ok. Już nie będę.
-Może już pójdziemy?- zapytałam. Byłam już naprawdę zmęczona.
-Dobrze- odparł i zawołał kelnera.
Po wyjściu restauracji Mateusz zaproponował mi spacer po plaży, na który ja się zgodziłam. Szliśmy więc boso po plaży a woda obmywała nasze nogi.
-Ola mogę cię o coś spytać?
-Zapytać możesz.
-Dlaczego nie chciałaś, pójść e mną na randkę? Masz kogoś?
-Tak, nie.. sama już nie wiem- westchnęłam i usiadłam na piasku.
-Nie rozumiem- powiedział Mateusz siadając obok mnie.
-Mateusz słuchaj jesteś bardzo atrakcyjnym i sympatycznym mężczyzną ale..
-Jak zwykle wszechobecne ale...- westchnął
-Moje życie teraz bardzo się pokomplikowało- odparłam i oparłam głowę o jego ramię.
Opowiedziałam mu o ostatnich wydarzeniach. O chorobie, ciąży i o zdradzie Mikołaja. Nie wiedziałam czy dobrze zrobiłam ale musiałam to wszystko wyrzucić z siebie.
-Zobaczysz, że wszystko jeszcze się ułoży- powiedział po chwili.
-Myślisz?- zapytałam uśmiechając się do niego.
-Na pewno. A teraz chodź odprowadzę cię do domu.
Odprowadził mnie pod same drzwi. Miałam już wejść kiedy przysunął się do mnie i mnie pocałował.
-Ale...?
-Przepraszam ale musiałem spróbować- uśmiechnął się i pogładził mnie po policzku.
-Nie martw się nic sobie nie obiecuję ale pamiętaj, że masz we mnie przyjaciela.
-Dobranoc- powiedziałam tylko i uśmiechnęłam się . Nie potrafiłam się na niego gniewać.
-Dobranoc- odpowiedział i poszedł w stronę swojego domu...
-Ola możemy porozmawiać?
-Słucham cię Jacku.
-Mam do ciebie sprawę. Możemy umówić się po pracy w barze niedaleko komendy?
-Nie moglibyśmy przełożyć tego na jutro?- zapytałam.
-Wolałbym dzisiaj jeśli możesz.
-No dobrze to widzimy się po pracy. Idę poszukać Mikołaja bo musimy już wracać na patrol- powiedziałam i wyszłam na korytarz. Byłam ciekawa o czym Jacek chce ze mną porozmawiać.
Po drodze spotkałam szczęśliwą Emilkę. Zaczęłam wątpić, że między mną a Mikołajem wszystko się ułoży.
-Ola, Mikołaj prosił ci przekazać, że czeka na ciebie na dole- usłyszałam panią sierżant.
-Dzięki- powiedziałam krótko. Schodząc na dół zobaczyłam Mikołaja rozmawiającego z moim ojcem. Ominęłam bez słowa obydwóch mężczyzn i wyszłam przed budynek. Z jednej strony byłam wściekła a z drugiej miałam ochotę zalać się łzami. Co te hormony ze mną robią?- pomyślałam sobie.
-Ola coś się stało?- zapytał niczego nie świadomy Mikołaj.
-Nie nic- powiedziałam oschłym tonem i wsiadłam do radiowozu.
Do końca służby praktycznie nie odzywałam się do niego. Po pracy poszłam się szybko przebrać, bo przypomniałam sobie, że jestem umówiona z Jackiem.
-Ola spieszysz się gdzieś?- zapytał mnie Mikołaj.
-A dlaczego pytasz?
-Tak tylko.
-To co idziemy do mnie?- zapytałam ciekawa jego odpowiedzi.
-Wiesz, dzisiaj jestem już umówiony ale jutro czemu nie.
-Z kim?
-Z kolegą a czemu pytasz?
-Tak tylko- powtórzyłam jego wcześniejsze słowa.
-To ja idę, żeby się nie spóźnić. Do jutra kochanie. Pa- odparł i po krótkim pocałunku wyszedł.
Zabrałam torebkę i wyszłam przed komendę. Tam czekał na mnie Jacek.
-Idziemy?- zapytałam. Poszliśmy w stronę pobliskiego baru.
W barze...
Usiedliśmy w najcichszym miejscu. Ja zamówiłam sok porzeczkowy a Jacek piwo.
-Słucham. Chciałeś o czymś porozmawiać?- spytałam przerywając niezręczną ciszę.
-Ola co jest między tobą i Mikołajem?
-To o tym chciałeś pogadać? To co jest między nami to nasza sprawa.
-Ola nie denerwuj się. Ja pytam bo chciałbym spotykać się z tobą i to bardzo -powiedział a ja nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć.
- Jacek wybacz ale ja kocham Mikołaja i to się nie zmieni. Możemy być tylko przyjaciółmi - odpowiedziałam po chwili. Widziałam, że zrobiło mu się przykro i złamałam mu tym serce. Nie mogłam go jednak oszukiwać.
-Dobrze, będę się musiał się z tym pogodzić. To co przyjaciele?- powiedział i wyciągnął rękę w moją stronę.
-Tak przyjaciele- powiedziałam z uśmiechem i podałam mu swoją dłoń.
Uśmiech zamarł mi na twarzy, kiedy zobaczyłam Mikołaja. Siedział w towarzystwie Emilki. Nie wiele myśląc wstałam i podeszłam do nich.
-A więc to jest ten twój kolega?- zapytałam wściekła. Zobaczyłam jak Mikołaj odwraca się w moją stronę ze zdziwieniem na twarzy.
-Ola a co ty tutaj robisz?
-Tyle masz mi do powiedzenia? Co ty tutaj robisz?
-Ola to nie tak- zaczął się tłumaczyć.
-A jak? Mówiłeś, że umówiłeś się z kolegą a widzę cię z Emilką. Okłamałeś mnie, tylko nie wiem czemu. Przecież nie zabroniłabym ci się z nią widywać.
-Ola nie denerwuj się- powiedziała do mnie Emilka.- Mikołaj chciał mi podziękować za pomoc przy córkach.
-Co?- wykrzyczałam zdumiona.- Teraz wiem dlaczego odrzucałeś moją pomoc. Już ją miałeś od Emilii.
-Ola nie chciałem, żebyś się przemęczała. Poza tym co ty tu robisz z Jackiem? Podobno jesteście tylko kolegami? A może się mylę?- pytał podejrzliwie.
-Nie muszę ci się tłumaczyć- krzyknęłam i nie panując nad sobą spoliczkowałam go.
Wybiegłam szybko z baru i zadzwoniłam po taksówkę. Miała być za kilka minut. Po chwili poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam Jacka.
-Ola wszystko w porządku?
-Nie ale nie martw się dam sobie radę. Zaraz powinna być moja taksówka.
-Ola przykro mi, że tak wyszło. Ja nigdy bym cię tak nie skrzywdził. Poza tym świata bym poza tobą nie widział. Mikołaj nie jest ciebie wart- powiedział i przyciągną mnie do siebie.
-Jacek co ty robisz?- zdążyłam tylko zapytać. Poczułam jego usta na moich. Próbowałam go odepchnąć ale obejmował mnie mocno.
-Puść mnie- krzyknęłam głośno. W tym momencie ktoś oderwał go ode mnie. To był Mikołaj. Wciekły krzyczał coś do Jacka a po chwili uderzył go pięścią w twarz. Ten nie wiele myśląc oddał mu. Zaczęli się bić.
-Uspokójcie się -wykrzyczałam. Nie słuchali mnie wcale. Zobaczyłam wybiegającą z baru Emilkę.
-Pomóż mi bo się pozabijają- krzyknęłam do niej. Obie dałyśmy radę ich rozdzielić. Podeszłam do Jacka. Miał prawdopodobnie złamany nos.
-Dlaczego mi to zrobiłeś? Tak zachowuje się przyjaciel?- zapytałam z łzami w oczach.
-Ola przepraszam - powiedziała skruszony. Nic nie odpowiedziałam tylko podeszłam do Mikołaja.
-A ty masz mi coś do powiedzenia?
-Jak zobaczyłem, że cię całuje to ogarnęła mnie furia. Zresztą jak miałem zareagować jak zobaczyłem cię w jego ramionach. A może ty chciałaś tego? co?
-Jesteś idiotą Mikołaj- wykrzyczałam. -Kochałam tylko ciebie. A tak przy okazji od dwóch tygodni próbuję ci powiedzieć, że jestem z tobą w ciąży. Jakbyś miał dla mnie czas to byś zauważył.
Zobaczyłam, że cała trójka jest zszokowana moimi słowami. Na szczęście podjechała moja taksówka. Wsiadłam więc szybko i podałam adres mojego ojca. Musiałam z nim poważnie porozmawiać.
Stałam przed drzwiami i czekałam, aż ktoś mi otworzy. Zadzwoniłam jeszcze raz.
-Już idę- usłyszałam ojca.
-Córeczko a co ty tu robisz?
-Tato możemy porozmawiać?
- Ależ oczywiście- powiedział i zaprowadził mnie do kuchni.
-Tato mogę wziąć tydzień urlopu?- zapytałam go.
-A coś się stało?
-Muszę przemyśleć parę spraw.
-No dobrze.
-Jest jeszcze jedna sprawa. Jestem w ciąży- powiedziałam i czekałam na jego reakcję.
Widziałam, że był mega zaskoczony. Nie był w stanie nic powiedzieć. Ciszę przerwał kobiecy głos
-Kochanie gdzie jesteś? Obudziłam się a ciebie nie było obok- powiedziała kobieta wchodząc do kuchni. Na mój widok zamilkła. Widziałam, że nie wiedziała jak ma się w tej sytuacji zachować. Odezwałam się po chwili.
-To wy jesteście razem?
-Córeczko to nie tak jak myślisz..- zaczął tłumaczyć się mój tato.
-Ale tato ja się cieszę, że kogoś masz, tylko trochę się zdziwiłam. Przecież wy z ciocią Agnieszką zawsze się kłóciliście.
-Nadal się kłócimy. Tylko inaczej się godzimy- zaśmiała się siostra mojej mamy.
-Co cię sprowadza do nas?- zapytała mnie ciocia.
-Ola jest w ciąży- uprzedził mnie ojciec.
-To wspaniale. Kochanie zostaniesz dziadkiem.
-Tak a kim jest ojciec dziecka?- zapytał mnie.
-Nie chcę teraz o tym mówić. Muszę się spakować i gdzieś wyjechać na ten tydzień.
-Kochanie to jedź do mnie do Gdańska. Masz tu klucze. Odpoczniesz sobie. Teraz musisz dbać o to maleństwo. Na rozmowy jeszcze przyjdzie czas- powiedziała ciocia patrząc na mojego ojca.
-Dziękuję ci ciociu- powiedziałam i przytuliłam się do niej.- To ja uciekam do siebie. Nie będę wam przeszkadzać.
-Kochanie nawet tak nie mów.
-Dziękuję ale naprawdę muszę już uciekać. Mam do was jeszcze jedną prośbę. Nie mówcie nikomu gdzie pojechałam.
-Dobrze obiecujemy, że zostanie to naszą małą tajemnicą. Trzymaj się kochanie- odparła ciocia i uściskała mnie mocno.
Pożegnałam się z tatą i obiecałam mu, że będę na siebie uważać. Dojeżdżając pod mój blok zauważyłam samochód Mikołaja. Nie chcąc z nim rozmawiać postanowiłam poczekać aż pojedzie do siebie. Po kilku minutach zauważyłam jak odjeżdża. Poszłam do swojego mieszkania, spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i pojechałam taksówką na dworzec. Starałam się nie myśleć o dzisiejszym dniu.
Cieszyłam się, kiedy nadjechał mój pociąg. Siedziałam teraz w przedziale i z każdym kilometrem czułam się coraz spokojniejsza.
-Prawie na miejscu- pomyślałam, wysiadając po kilku godzinach z pociągu. Pojechałam na znany mi z dzieciństwa adres siostry mojej mamy. Lubiłam ciocię Agnieszkę chociaż zawsze była trochę szalona. Wakacje spędzane u niej w domu zawsze były wesołe i udane.
Weszłam do domu i od razu poczułam ten zapach. Zapach ciastek cynamonowych, moich ulubionych.
Następnego dnia...
Siedziałam na terasie jedząc śniadanie i podziwiając widoki. Zadzwonił mój telefon. Spojrzałam na ekran. Znowu Mikołaj. Odrzuciłam połączenie, nie chcąc z nim rozmawiać. Najpierw musiałam sobie wszystko przemyśleć. Nadal go kochałam ale zbyt wiele razy zawiódł moje zaufanie. Wiedziałam tylko, że teraz najważniejsze jest moje dziecko. Postanowiłam ten tydzień poświęcić na relaks i odpoczynek.
Szłam boso po plaży i starałam się nie myśleć o tym co czeka mnie po powrocie. Chciałam cieszyć się chwilą. Usiadłam na piasku i patrzyłam przed siebie , daleko w morze. Siedziałam tak sobie i dumałam, nie zważając na upływ czasu i otoczenie. W pewnym momencie poczułam uderzenie w głowę. Podniosłam lekko wzrok i zobaczyłam leżące przede mną frisbee. Podbiegł do mnie pies, owczarek niemiecki a za nim chyba jego właściciel.
-Nic się pani nie stało?- zapytał zdenerwowany.
-Nie nic. Niech się pan nie martwi- powiedziałam uśmiechając się do niego.
-Naprawdę jeszcze raz przepraszam- powiedział zawstydzony cała tą sytuacją.
-Max zostaw panią- dodał, widząc liżącego mnie po twarzy psa.
-Niech się pan tak nie przejmuje. Chyba mnie polubił- zaśmiałam się czując po raz kolejny jak mnie liże.
-Najwidoczniej- odparł również uśmiechając się do mnie.
-A tak w ogóle to jestem Mateusz- dodał po chwili.
-Ola
-Może w ramach przeprosin dasz namówić się na lody w pobliskiej kafejce?
-Z chęcią- odparłam i uśmiechnęłam się do niego.
Poszliśmy na lody, potem na spacer. Naprawdę miło spędziłam czas. Zapomniałam na chwilę o swoich troskach i problemach.
-Wiesz, muszę już uciekać- powiedziałam spoglądając na zegarek.
-Jak mus to mus- odpowiedział po chwili.
-No to lecę. Pa- odparłam i chciałam odejść.
-Ola?- usłyszałam Mateusza i poczułam jak łapie mnie za rękę.
-Tak?
-Może umówimy się na kolację?
-Wiesz, no nie wiem czy to dobry pomysł- zawahałam się..
-Tak bez podtekstów- dodał po chwili
-No dobrze- zgodziłam się w końcu.Umówiliśmy się przed restauracją.
-To do wieczora -odparł. Ja poszłam w swoją stronę a on w swoją.
Nadszedł wieczór a ja stałam przed szafą i zastanawiałam się w co mam się ubrać. Po chwili namysłu założyłam czarną koronkową sukienkę i czerwone sandałki na obcasie. Pomalowałam usta ulubioną szminką, zabrałam czarną kopertówkę i wyszłam na spotkanie. Nadal nie byłam pewna czy to dobry pomysł. Wychodząc z taksówki zauważyłam go, stojącego z kwiatami w ręku.
-To nie miała być randka- powiedziałam zbliżając się do niego.
-Cześć Olu, pięknie wyglądasz- powiedział- To nie jest randka- dodał po chwili.
-A to?- wskazałam na kwiaty
-To dla ciebie ale tak bez okazji- odparł wręczając mi bukiet.
-Aha. Dziękuję są śliczne- powiedziałam,
Kończyliśmy jeść kolację, kiedy zadzwonił mój telefon. Dzwonił mój ojciec. Wiedziałam, że jak nie odbiorę to nie da mi spokoju.
-Przepraszam cię ale muszę odebrać- powiedziałam denerwowana
-Nie szkodzi- odparł uśmiechem
-Słucham cię tato?
-...
- Tak u mnie wszystko w porządku.
-...
- Nie nie zapomniałam.
-...
-Tato przestań. Nie jestem już małą dziewczynką. Zajmij się lepiej ciocią.
-...
-Też cię kocham. Pa. -powiedziałam i rozłączyłam się.
-Przepraszam cie ale jakbym nie odebrała to dzwoniłby do upadłego
-Nadopiekuńczy ojciec?
-To nie jest śmieszne- odparłam widząc ja się śmieje.
-Ok. Już nie będę.
-Może już pójdziemy?- zapytałam. Byłam już naprawdę zmęczona.
-Dobrze- odparł i zawołał kelnera.
Po wyjściu restauracji Mateusz zaproponował mi spacer po plaży, na który ja się zgodziłam. Szliśmy więc boso po plaży a woda obmywała nasze nogi.
-Ola mogę cię o coś spytać?
-Zapytać możesz.
-Dlaczego nie chciałaś, pójść e mną na randkę? Masz kogoś?
-Tak, nie.. sama już nie wiem- westchnęłam i usiadłam na piasku.
-Nie rozumiem- powiedział Mateusz siadając obok mnie.
-Mateusz słuchaj jesteś bardzo atrakcyjnym i sympatycznym mężczyzną ale..
-Jak zwykle wszechobecne ale...- westchnął
-Moje życie teraz bardzo się pokomplikowało- odparłam i oparłam głowę o jego ramię.
Opowiedziałam mu o ostatnich wydarzeniach. O chorobie, ciąży i o zdradzie Mikołaja. Nie wiedziałam czy dobrze zrobiłam ale musiałam to wszystko wyrzucić z siebie.
-Zobaczysz, że wszystko jeszcze się ułoży- powiedział po chwili.
-Myślisz?- zapytałam uśmiechając się do niego.
-Na pewno. A teraz chodź odprowadzę cię do domu.
Odprowadził mnie pod same drzwi. Miałam już wejść kiedy przysunął się do mnie i mnie pocałował.
-Ale...?
-Przepraszam ale musiałem spróbować- uśmiechnął się i pogładził mnie po policzku.
-Nie martw się nic sobie nie obiecuję ale pamiętaj, że masz we mnie przyjaciela.
-Dobranoc- powiedziałam tylko i uśmiechnęłam się . Nie potrafiłam się na niego gniewać.
-Dobranoc- odpowiedział i poszedł w stronę swojego domu...
środa, 23 września 2015
Powrót do pracy, wątpliwości...
Ten sam błąd. Jak idiotka zaufałam mu a on znowu zostawił mnie samą- wyrzucałam sobie swoją naiwność. Leżałam w łóżku wpatrując się w nieistniejący punkt na ścianie. Obok mnie puste miejsce. Tylko jego zapach na poduszce świadczył o wspólnie spędzonej nocy. Tym razem nie będzie wybaczenia. Nie załamię się znowu. Złość na Mikołaja dodała mi sił. Postanowiłam walczyć o tą małą istotkę.
-Kochanie zrobię wszystko, żeby cię nie stracić. Jesteś sensem mojego istnienia- powiedziałam, trzymając delikatnie rękę na brzuchu. Po chwili wstałam i wyszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie.
Tam czekała na mnie niespodzianka. Stół nakryty, śniadanie przygotowane, piękne kwiaty w wazonie.
-Jednak nie zapomniał o mnie- zaśmiałam się. Zobaczyłam leżącą na stole kartkę.:
"Kochanie, musiałem wyjść do pracy.
Przepraszam, że cię nie obudziłem ale tak słodko spałaś.
Mam nadzieję, że się nie gniewasz.
Kocham cię. Mikołaj"
Uśmiech powrócił na mą bladą twarz. Zjadłam śniadanie, ubrałam się i wyszłam na spacer. Szłam alejką w parku podziwiając naturę. Zieleń drzew działała na mnie uspokajająco. Wiedziałam, że wieczorem czeka mnie trudna rozmowa z Mikołajem. Bałam się jego reakcji na wiadomość o dziecku. Moje rozmyślania przerwał dzwonek telefonu. Dzwonił lekarz ze szpitala. Nie zjawiłam się wczoraj na badaniach. Po prostu zapomniałam. Cały dzień spędziłam z Mikołajem w moim mieszkaniu. Umówiłam się z lekarzem za godzinę.
Wyszłam ze szpitala i skierowałam się do najbliższego spożywczaka. Postanowiłam zrobić romantyczną kolację bo jest co świętować. Wróciłam szybko do mieszkania i zaczęłam szykować niespodziankę.
-Mikołaj o której przyjedziesz?- zadzwoniłam do mężczyzny.
-Ola może być o 20:00?
-Ok. Będę czekać. Pa- odpowiedziałam zadowolona i rozłączyłam się szybko.
Wszystko było już gotowe gdy na zegarze wybiła dwudziesta. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Cześć, wejdź proszę- powiedziałam do Mikołaja.
-Cześć Ola. Pięknie wyglądasz- odparł patrząc na mnie. Właściwie rozbierając mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niego.
-Chodź, zrobiłam nam kolację.
-Ola sam bym zrobił. Ty powinnaś odpoczywać.
-Nie przesadzaj- powiedziałam i pociągnęłam go w stronę salonu.
Po kolacji usiedliśmy wygodnie na kanapie. Mikołaj lampką wina a ja z sokiem.
-Ola uwielbiam twoją kuchnię. Kolacja była przepyszna.
-Oj tam, takie zwykłe danie. Nic szczególnego.- machnęłam ręką.
Nastała cisza. Żadne nas nie wiedziało co ma powiedzieć. W końcu odezwałam się pierwsza.
-Mikołaj powinniśmy porozmawiać. Chciałabym ci coś powiedzieć..- zaczęłam zdenerwowana.
-Wiem Ola.Wybacz mi, że zostawiłem cię wtedy w szpitalu ale myślałem, że spotykasz się Jackiem. Nawet nie wiesz jaki byłem zazdrosny. Po tej całej akcji z Wasylem uświadomiłem sobie, że jesteś kimś więcej ni tylko przyjaciółką. Nie żałowałem tamtej, wspólnie spędzonej nocy. Nie potrafiłem ci tylko o tym powiedzieć.
-Mikołaj nie wiedziałam. Myślałam, że żałujesz. Cieszę się, że sobie wszystko wyjaśniliśmy.- powiedziałam uśmiechając się do niego.
Mikołaj podszedł i przyciągnął mnie do siebie. Spojrzał mi głęboko w oczy i pocałował delikatnie.
-Kocham cię Olu- powiedział po chwili.
-Ja ciebie też- wyszeptałam i odsunęłam się od niego.
-Ola coś się stało?
-Mikołaj muszę ci coś powiedzieć..- zaczęłam ale nie dane było mi dokończyć. Zadzwonił telefon Mikołaja, przerywając tym samym naszą rozmowę.
-Odbierz- westchnęłam i wyszłam do kuchni. Chciałam się napić wody. Kiedy wróciłam do salonu, Mikołaj siedział z twarzą ukrytą między rękami.
-Mikołaj co się stało?
-Ola muszę już lecieć. Dzwoniła Dominika, że Kamila nów wróciła do domu pijana. Ja naprawdę już nie wiem, co mam z tym wszystkim zrobić.
Nic nie odpowiedziałam, tylko przytuliłam się do niego.
-Zobaczysz jeszcze się ułoży. Kamila powinna trafić na odwyk. Sam jej nie pomożesz- dodałam po chwili.
-Chyba masz rację. Ola ale ty chyba chciałaś coś mi powiedzieć- odparł.
-Już nie ważne. Porozmawiamy później. Jedź teraz do dziewczynek. Potrzebują cię.
-Do jutra. Pa- powiedział i wyszedł.
Dwa tygodnie później...
Po chorobie ani śladu a z dzieckiem wszystko w porządku. Dzisiaj wracam do pracy. Nikt nie wie jeszcze o mojej ciąży. Nawet nie powiedziałam o tym Mikołajowi. Ma teraz za dużo na głowie. Przynajmniej tak się przed sobą usprawiedliwiam.
-Dzień dobry córeczko- usłyszałam wchodząc na komendę.
-Cześć tato-odpowiedziałam.
-A co ty tu robisz? Czemu nie odpoczywasz w domu?
-Tato, przestań. Wracam dzisiaj do pracy. Proszę tu jest zaświadczenie od mojego lekarza.- odparłam i podałam mu świstek papieru.
-Ola może jeszcze weźmiesz sobie trochę wolnego?
-Tato nie zaczynaj- odpowiedziałam i poszłam przebrać się w mundur.
Idąc korytarzem wszyscy się ze mną witali. Nawet Emilka była dzisiaj jakaś miła w stosunku do mnie. Usiadłam przed biurkiem, czekając na Mikołaja. Wiedziałam, że się zdziwi na mój widok. Nie powiedziałam mu o tym, że wracam już do pracy. Poza tym nie widzieliśmy się przez te dwa tygodnie. Mikołaj zajmował się dziewczynkami a Kamila była w ośrodku leczącym uzależnienia. Moje rozmyślenia przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi.
-Ola a co ty tu robisz?- zapytał zdziwiony Mikołaj.
-Czekam na ciebie panie aspirancie. Późno już, więc biegnij się szybko przebrać. Nie chcemy się chyba spóźnić na odprawę?- powiedziałam uśmiechając się do niego.
-Pogadamy sobie później- odpowiedział i wyszedł.
Po odprawie udaliśmy się na patrol. Jeździliśmy po swoim terenie. Nic się na razie nie działo. Żadnych zgłoszeń nie było. Na ulicach spokojnie.
-Ola możemy wreszcie porozmawiać?
-No możemy- westchnęłam. Wiedziałam, że jak Mikołaj się na coś uprze to nie popuści.
-Czemu nie mówiłaś, że wracasz? Nie powinnaś jeszcze odpoczywać?
-Ty też? Ojciec też próbował mnie przekonać, żebym jeszcze "po odpoczywała" sobie. A może on z tobą o tym rozmawiał?
-Nie skądże. Z drugiej strony nie dziwię mu się. Ja też się o ciebie martwię.
-Mikołaj! Wiedziałam, że z nim rozmawiałeś. Zrozumcie jestem już zdrowa. Lekarz wypisał mi zaświadczenie więc dajcie już spokój z tą nadopiekuńczością.- powiedziałam zła i odwróciłam głowę w drugą stronę. Przecież nie mam 15 lat. Dorosła jestem- pomyślałam sobie.
-Ola nie gniewaj się już. Nie chciałem cię urazić.
-No dobrze ale żadnych komentarzy na ten temat nie chcę słyszeć
-Ok.
-00 dla 05- usłyszeliśmy- Jedźcie na Karminową 23 do państwa Kowalskich. Sąsiadka zgłosiła awanturę rodzinną.
-Ok. Przyjęłam- odpowiedziałam. Przed blokiem czekała na nas pani Alicja. To ona dzwoniła do nas.
-Aspirant Mikołaj Białach i Posterunkowa Aleksandra Wysocka- przedstawiliśmy się.
-Alicja Mokradło. To ja do państwa dzwoniłam. U Kowalskich kolejny raz wybuchła jakaś awantura. Słuchać się tego już nie da.
-Dobrze, niech nam pani wskaże mieszkanie- poprosiłam panią Alicję.
-Nr 74, do końca korytarza prosto a potem w lewo.
-Dziękujemy- odpowiedział Mikołaj i poszliśmy we wskazane miejsce. Nie było trudno trafić. Krzyki słychać było już na korytarzu. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył nam mężczyzna.
-Czego chcecie do chu**?- zapytał chamsko.
-Milej proszę- odpowiedziałam.
-Aspirant Mikołaj Białach i Posterunkowa Aleksandra Wysocka- przedstawił nas Mikołaj.
-Przyszliśmy bo dostaliśmy zgłoszenie awantury rodzinnej. Możemy wejść?- zapytałam.
-Nie. Żadnej awantury nie ma. Trochę pokłóciliśmy się z żoną.
-Trochę?- zapytałam z powątpiewaniem.- Możemy wejść? Chciałabym porozmawiać z pańską żoną.
-Nie ma kur** takiej opcji -krzyknął zdenerwowany mężczyzna i popchnął mnie na ścianę. Poczułam ból . Mikołaj szybko zareagował. Złapał mężczyznę i wykręcił mu do tyłu ręce. Zakuł go i zaprowadził do radiowozu. Ja w tym czasie weszłam do mieszkania w poszukiwaniu żony naszego aresztowanego. Znalazłam ją na podłodze całą we krwi. Podbiegłam do niej i sprawdziłam puls. Na szczęście żyła ale jej stan był naprawdę ciężki.
-00 dla 05
-00 zgłaszam się
-Jacku wezwij mi natychmiast karetkę. Mamy tu bardzo poważnie pobitą kobietę. Tylko niech się pospieszą- powiedziałam.
-Będą za trzy minuty - usłyszałam po chwili.
-Ola nic ci nie jest?- wpadł po chwili Mikołaj.
-Nie ale z tą kobietą jest źle.
Po chwili przyjechali ratownicy. Zabrali ją do szpitala. My pojechaliśmy za nimi.
Na nieszczęście po drodze spotkaliśmy mojego lekarza
-Ola a co ty tu robisz?- zapytał zdziwiony widząc mnie na korytarzu.
-Nic przyjechaliśmy za pobitą kobietą. Chcieliśmy zapytać się o jej stan- odpowiedziałam.
-Czyli ta krew to nie twoja?- zapytał. Spojrzałam na siebie. Teraz rozumiałam jego obawy. Mundur miałam poplamiony krwią, tak samo było z moimi rękami.
-Nie nie moja.
-Panie doktorze ale mógłby pan obejrzeć jej policzek?- odezwał się Mikołaj po chwili.
-Nie ma sprawy. Chodźmy do zabiegowego- powiedział a my poszliśmy za nim.
Po opatrzeniu rany, postanowiliśmy wrócić na komendę. W końcu musiałam się przebrać, żeby nie straszyć. Za nim jednak wyszliśmy usłyszałam lekarza:
-Ola pamiętaj, że teraz musisz szczególnie na siebie uważać. Przypominam ci o tym, bo wiedzę że zapominasz.
-Dobrze, będę pamiętać- odpowiedziałam i szybko wyszłam, żeby przypadkiem doktor Wójcik się nie wygadał.
-Ola o co chodziło lekarzowi?- zapytał podejrzliwie Mikołaj.
-O nic- odpowiedziałam i wsiadłam szybko do radiowozu.
-Ola?
-No dobrze. Wyniki mam już dobre ale nie powinnam się za bardzo denerwować i tak w ogóle.
-Aha- odpowiedział i ruszył w stronę komendy.
Wchodząc do budynku czułam jak każdy się na mnie gapi.
-Ola wszystko w porządku?- słyszałam co chwilę głos kolegów.
-Tak- odpowiadałam za każdym razem. Na moje nieszczęście po drodze spotkałam również ojca
-Ola córciu co ci się stało?
-Nic tato- odpowiedziałam spokojnie.
-O Boże ale to trzeba wezwać karetkę. Mikołaj leć do dyżurnego- krzyknął Wysocki.
-Tato nie ma potrzeby. To nie jest moja krew. Poza tym mam tylko ranę na policzku ale została już opatrzona w szpitalu.
-Ola od jutra idziesz za biurko. To zbyt niebezpieczna praca dla ciebie.- powiedział zdecydowany.
-Nie ma mowy. Poza tym spieszę się- powiedziałam ze złością i ominęłam komendanta.
-Ola, żeby to się nie skończyło, że ciebie w ogóle nie będzie w policji.
-Nie zrobisz mi tego.
-Nie?
-Jak to zrobisz to o mnie zapomnij- powiedziałam cicho i odeszłam. Nie chciałam robić w pracy widowiska.
Wychodząc z łazienki zobaczyłam Mikołaja rozmawiającego z Emilką. Poczułam, że zazdrość bierze górę nad rozsądkiem. Nie chcąc zrobić z siebie idiotki poszłam w drugą stronę. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam jak Mikołaj ją obejmuje. Weszłam do naszego pokoju i usiadłam przed biurkiem. Próbowałam się uspokoić i nie myśleć o tym co zobaczyłam. Przecież między nimi nic nie ma.- powtarzałam sobie. Ale czy na pewno?.......
-Kochanie zrobię wszystko, żeby cię nie stracić. Jesteś sensem mojego istnienia- powiedziałam, trzymając delikatnie rękę na brzuchu. Po chwili wstałam i wyszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie.
Tam czekała na mnie niespodzianka. Stół nakryty, śniadanie przygotowane, piękne kwiaty w wazonie.
-Jednak nie zapomniał o mnie- zaśmiałam się. Zobaczyłam leżącą na stole kartkę.:
"Kochanie, musiałem wyjść do pracy.
Przepraszam, że cię nie obudziłem ale tak słodko spałaś.
Mam nadzieję, że się nie gniewasz.
Kocham cię. Mikołaj"
Uśmiech powrócił na mą bladą twarz. Zjadłam śniadanie, ubrałam się i wyszłam na spacer. Szłam alejką w parku podziwiając naturę. Zieleń drzew działała na mnie uspokajająco. Wiedziałam, że wieczorem czeka mnie trudna rozmowa z Mikołajem. Bałam się jego reakcji na wiadomość o dziecku. Moje rozmyślania przerwał dzwonek telefonu. Dzwonił lekarz ze szpitala. Nie zjawiłam się wczoraj na badaniach. Po prostu zapomniałam. Cały dzień spędziłam z Mikołajem w moim mieszkaniu. Umówiłam się z lekarzem za godzinę.
Wyszłam ze szpitala i skierowałam się do najbliższego spożywczaka. Postanowiłam zrobić romantyczną kolację bo jest co świętować. Wróciłam szybko do mieszkania i zaczęłam szykować niespodziankę.
-Mikołaj o której przyjedziesz?- zadzwoniłam do mężczyzny.
-Ola może być o 20:00?
-Ok. Będę czekać. Pa- odpowiedziałam zadowolona i rozłączyłam się szybko.
Wszystko było już gotowe gdy na zegarze wybiła dwudziesta. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Cześć, wejdź proszę- powiedziałam do Mikołaja.
-Cześć Ola. Pięknie wyglądasz- odparł patrząc na mnie. Właściwie rozbierając mnie wzrokiem. Uśmiechnęłam się do niego.
-Chodź, zrobiłam nam kolację.
-Ola sam bym zrobił. Ty powinnaś odpoczywać.
-Nie przesadzaj- powiedziałam i pociągnęłam go w stronę salonu.
Po kolacji usiedliśmy wygodnie na kanapie. Mikołaj lampką wina a ja z sokiem.
-Ola uwielbiam twoją kuchnię. Kolacja była przepyszna.
-Oj tam, takie zwykłe danie. Nic szczególnego.- machnęłam ręką.
Nastała cisza. Żadne nas nie wiedziało co ma powiedzieć. W końcu odezwałam się pierwsza.
-Mikołaj powinniśmy porozmawiać. Chciałabym ci coś powiedzieć..- zaczęłam zdenerwowana.
-Wiem Ola.Wybacz mi, że zostawiłem cię wtedy w szpitalu ale myślałem, że spotykasz się Jackiem. Nawet nie wiesz jaki byłem zazdrosny. Po tej całej akcji z Wasylem uświadomiłem sobie, że jesteś kimś więcej ni tylko przyjaciółką. Nie żałowałem tamtej, wspólnie spędzonej nocy. Nie potrafiłem ci tylko o tym powiedzieć.
-Mikołaj nie wiedziałam. Myślałam, że żałujesz. Cieszę się, że sobie wszystko wyjaśniliśmy.- powiedziałam uśmiechając się do niego.
Mikołaj podszedł i przyciągnął mnie do siebie. Spojrzał mi głęboko w oczy i pocałował delikatnie.
-Kocham cię Olu- powiedział po chwili.
-Ja ciebie też- wyszeptałam i odsunęłam się od niego.
-Ola coś się stało?
-Mikołaj muszę ci coś powiedzieć..- zaczęłam ale nie dane było mi dokończyć. Zadzwonił telefon Mikołaja, przerywając tym samym naszą rozmowę.
-Odbierz- westchnęłam i wyszłam do kuchni. Chciałam się napić wody. Kiedy wróciłam do salonu, Mikołaj siedział z twarzą ukrytą między rękami.
-Mikołaj co się stało?
-Ola muszę już lecieć. Dzwoniła Dominika, że Kamila nów wróciła do domu pijana. Ja naprawdę już nie wiem, co mam z tym wszystkim zrobić.
Nic nie odpowiedziałam, tylko przytuliłam się do niego.
-Zobaczysz jeszcze się ułoży. Kamila powinna trafić na odwyk. Sam jej nie pomożesz- dodałam po chwili.
-Chyba masz rację. Ola ale ty chyba chciałaś coś mi powiedzieć- odparł.
-Już nie ważne. Porozmawiamy później. Jedź teraz do dziewczynek. Potrzebują cię.
-Do jutra. Pa- powiedział i wyszedł.
Dwa tygodnie później...
Po chorobie ani śladu a z dzieckiem wszystko w porządku. Dzisiaj wracam do pracy. Nikt nie wie jeszcze o mojej ciąży. Nawet nie powiedziałam o tym Mikołajowi. Ma teraz za dużo na głowie. Przynajmniej tak się przed sobą usprawiedliwiam.
-Dzień dobry córeczko- usłyszałam wchodząc na komendę.
-Cześć tato-odpowiedziałam.
-A co ty tu robisz? Czemu nie odpoczywasz w domu?
-Tato, przestań. Wracam dzisiaj do pracy. Proszę tu jest zaświadczenie od mojego lekarza.- odparłam i podałam mu świstek papieru.
-Ola może jeszcze weźmiesz sobie trochę wolnego?
-Tato nie zaczynaj- odpowiedziałam i poszłam przebrać się w mundur.
Idąc korytarzem wszyscy się ze mną witali. Nawet Emilka była dzisiaj jakaś miła w stosunku do mnie. Usiadłam przed biurkiem, czekając na Mikołaja. Wiedziałam, że się zdziwi na mój widok. Nie powiedziałam mu o tym, że wracam już do pracy. Poza tym nie widzieliśmy się przez te dwa tygodnie. Mikołaj zajmował się dziewczynkami a Kamila była w ośrodku leczącym uzależnienia. Moje rozmyślenia przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi.
-Ola a co ty tu robisz?- zapytał zdziwiony Mikołaj.
-Czekam na ciebie panie aspirancie. Późno już, więc biegnij się szybko przebrać. Nie chcemy się chyba spóźnić na odprawę?- powiedziałam uśmiechając się do niego.
-Pogadamy sobie później- odpowiedział i wyszedł.
Po odprawie udaliśmy się na patrol. Jeździliśmy po swoim terenie. Nic się na razie nie działo. Żadnych zgłoszeń nie było. Na ulicach spokojnie.
-Ola możemy wreszcie porozmawiać?
-No możemy- westchnęłam. Wiedziałam, że jak Mikołaj się na coś uprze to nie popuści.
-Czemu nie mówiłaś, że wracasz? Nie powinnaś jeszcze odpoczywać?
-Ty też? Ojciec też próbował mnie przekonać, żebym jeszcze "po odpoczywała" sobie. A może on z tobą o tym rozmawiał?
-Nie skądże. Z drugiej strony nie dziwię mu się. Ja też się o ciebie martwię.
-Mikołaj! Wiedziałam, że z nim rozmawiałeś. Zrozumcie jestem już zdrowa. Lekarz wypisał mi zaświadczenie więc dajcie już spokój z tą nadopiekuńczością.- powiedziałam zła i odwróciłam głowę w drugą stronę. Przecież nie mam 15 lat. Dorosła jestem- pomyślałam sobie.
-Ola nie gniewaj się już. Nie chciałem cię urazić.
-No dobrze ale żadnych komentarzy na ten temat nie chcę słyszeć
-Ok.
-00 dla 05- usłyszeliśmy- Jedźcie na Karminową 23 do państwa Kowalskich. Sąsiadka zgłosiła awanturę rodzinną.
-Ok. Przyjęłam- odpowiedziałam. Przed blokiem czekała na nas pani Alicja. To ona dzwoniła do nas.
-Aspirant Mikołaj Białach i Posterunkowa Aleksandra Wysocka- przedstawiliśmy się.
-Alicja Mokradło. To ja do państwa dzwoniłam. U Kowalskich kolejny raz wybuchła jakaś awantura. Słuchać się tego już nie da.
-Dobrze, niech nam pani wskaże mieszkanie- poprosiłam panią Alicję.
-Nr 74, do końca korytarza prosto a potem w lewo.
-Dziękujemy- odpowiedział Mikołaj i poszliśmy we wskazane miejsce. Nie było trudno trafić. Krzyki słychać było już na korytarzu. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzył nam mężczyzna.
-Czego chcecie do chu**?- zapytał chamsko.
-Milej proszę- odpowiedziałam.
-Aspirant Mikołaj Białach i Posterunkowa Aleksandra Wysocka- przedstawił nas Mikołaj.
-Przyszliśmy bo dostaliśmy zgłoszenie awantury rodzinnej. Możemy wejść?- zapytałam.
-Nie. Żadnej awantury nie ma. Trochę pokłóciliśmy się z żoną.
-Trochę?- zapytałam z powątpiewaniem.- Możemy wejść? Chciałabym porozmawiać z pańską żoną.
-Nie ma kur** takiej opcji -krzyknął zdenerwowany mężczyzna i popchnął mnie na ścianę. Poczułam ból . Mikołaj szybko zareagował. Złapał mężczyznę i wykręcił mu do tyłu ręce. Zakuł go i zaprowadził do radiowozu. Ja w tym czasie weszłam do mieszkania w poszukiwaniu żony naszego aresztowanego. Znalazłam ją na podłodze całą we krwi. Podbiegłam do niej i sprawdziłam puls. Na szczęście żyła ale jej stan był naprawdę ciężki.
-00 dla 05
-00 zgłaszam się
-Jacku wezwij mi natychmiast karetkę. Mamy tu bardzo poważnie pobitą kobietę. Tylko niech się pospieszą- powiedziałam.
-Będą za trzy minuty - usłyszałam po chwili.
-Ola nic ci nie jest?- wpadł po chwili Mikołaj.
-Nie ale z tą kobietą jest źle.
Po chwili przyjechali ratownicy. Zabrali ją do szpitala. My pojechaliśmy za nimi.
Na nieszczęście po drodze spotkaliśmy mojego lekarza
-Ola a co ty tu robisz?- zapytał zdziwiony widząc mnie na korytarzu.
-Nic przyjechaliśmy za pobitą kobietą. Chcieliśmy zapytać się o jej stan- odpowiedziałam.
-Czyli ta krew to nie twoja?- zapytał. Spojrzałam na siebie. Teraz rozumiałam jego obawy. Mundur miałam poplamiony krwią, tak samo było z moimi rękami.
-Nie nie moja.
-Panie doktorze ale mógłby pan obejrzeć jej policzek?- odezwał się Mikołaj po chwili.
-Nie ma sprawy. Chodźmy do zabiegowego- powiedział a my poszliśmy za nim.
Po opatrzeniu rany, postanowiliśmy wrócić na komendę. W końcu musiałam się przebrać, żeby nie straszyć. Za nim jednak wyszliśmy usłyszałam lekarza:
-Ola pamiętaj, że teraz musisz szczególnie na siebie uważać. Przypominam ci o tym, bo wiedzę że zapominasz.
-Dobrze, będę pamiętać- odpowiedziałam i szybko wyszłam, żeby przypadkiem doktor Wójcik się nie wygadał.
-Ola o co chodziło lekarzowi?- zapytał podejrzliwie Mikołaj.
-O nic- odpowiedziałam i wsiadłam szybko do radiowozu.
-Ola?
-No dobrze. Wyniki mam już dobre ale nie powinnam się za bardzo denerwować i tak w ogóle.
-Aha- odpowiedział i ruszył w stronę komendy.
Wchodząc do budynku czułam jak każdy się na mnie gapi.
-Ola wszystko w porządku?- słyszałam co chwilę głos kolegów.
-Tak- odpowiadałam za każdym razem. Na moje nieszczęście po drodze spotkałam również ojca
-Ola córciu co ci się stało?
-Nic tato- odpowiedziałam spokojnie.
-O Boże ale to trzeba wezwać karetkę. Mikołaj leć do dyżurnego- krzyknął Wysocki.
-Tato nie ma potrzeby. To nie jest moja krew. Poza tym mam tylko ranę na policzku ale została już opatrzona w szpitalu.
-Ola od jutra idziesz za biurko. To zbyt niebezpieczna praca dla ciebie.- powiedział zdecydowany.
-Nie ma mowy. Poza tym spieszę się- powiedziałam ze złością i ominęłam komendanta.
-Ola, żeby to się nie skończyło, że ciebie w ogóle nie będzie w policji.
-Nie zrobisz mi tego.
-Nie?
-Jak to zrobisz to o mnie zapomnij- powiedziałam cicho i odeszłam. Nie chciałam robić w pracy widowiska.
Wychodząc z łazienki zobaczyłam Mikołaja rozmawiającego z Emilką. Poczułam, że zazdrość bierze górę nad rozsądkiem. Nie chcąc zrobić z siebie idiotki poszłam w drugą stronę. Kiedy się odwróciłam, zobaczyłam jak Mikołaj ją obejmuje. Weszłam do naszego pokoju i usiadłam przed biurkiem. Próbowałam się uspokoić i nie myśleć o tym co zobaczyłam. Przecież między nimi nic nie ma.- powtarzałam sobie. Ale czy na pewno?.......
czwartek, 17 września 2015
Chcę zapomnieć...
-Ola czemu jeszcze nie śpisz?- usłyszałam za plecami. Odwróciłam się w stronę bruneta.
-Jakoś nie mogę zasnąć. Poza tym podziwiam widoki- odparłam. Mężczyzna podszedł bliżej i oparł się o barierkę. Spojrzał na mnie ale nic nie powiedział. Zadrżałam z zimna.
-Chodź bo się jeszcze rozchorujesz- powiedział po chwili. Zaśmiałam się i spojrzałam na niego.
-Jakbym już nie była chora- odpowiedziałam i wróciłam do podziwiania panoramy miasta.
-Ola proszę..
-Nie. - przerwałam- Nie chcę znowu tego słuchać. Idę spać- warknęłam i weszłam do mieszkania.
Jacek nic nie odpowiedział tylko odprowadził mnie wzrokiem. Wiem, że chciał dobrze. Zresztą jak wszyscy dookoła. Ojciec, przyjaciele i znajomi komendy. Wszyscy wmawiają mi, że wszystko się jakoś ułoży. Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudziłam się wypoczęta. Pierwszy raz od dwóch tygodni. Od kiedy wyszłam przejęta z gabinetu lekarskiego, od dnia w którym dowiedziałam się, że to nie rak. Powinnam być szczęśliwa z tego powodu prawda? Ale nie mogę bo chociaż to nie rak to jestem jednak chora. Złe wyniki nie stają się nagle dobrymi tylko z tego powodu, że to nie białaczka. Mam anemię i to tak silnie zaawansowaną, że przetaczają mi krew. Moja ciąża jest zagrożona. Oczywiście nikomu nie powiedziałam o tym facie. Nie jestem gotowa, żeby im o tym powiedzieć. Zresztą nawet nie wiem czy jest sens skoro niedługo tego dziecka może nie być. Właśnie z tym nie mogę się pogodzić. Nie wysypiam się, zmuszam się do jedzenia, choć połowa i tak się długo nie utrzymuje w moim żołądku, nie rozmawiam z nikim. Moje zachowanie wszystkich martwi. Postanowili mnie pilnować jakbym miała zamiar zrobić coś głupiego. Wstałam i poszłam do łazienki.
-Wyglądam jak zombie- powiedziałam patrząc na odbicie w lustrze. Zapadnięta, blada twarz, fioletowe cienie pod oczami, pusty wzrok. Przestraszyłam się swojego wyglądu. Byłam tak wychudzona, że mogłam policzyć swoje żebra. Usiadłam na podłodze i zwyczajnie się rozpłakałam. Nie dawałam sobie już rady z tym wszystkim. Najpierw sytuacja z Wasylem, moje złamane serce, potem ciąża i choroba. Za dużo wrażeń jak na ta krótki okres czasu. Niecałe dwa miesiące.
-Ola wszystko w porządku?- usłyszałam Jacka.
-Tak. Za chwilę wyjdę- odparłam. Wstałam, przemyłam twarz, zrobiłam delikatny make-up, ubrałam się w za luźne ciuchy i poszłam do kuchni. Wiedziałam, że tam już na mnie czeka śniadanie, które na siłę zjem. Wezmę garść witamin i tabletek. Potem pożegnam się z Jackiem i pójdę na wizytę kontrolną do szpitala.
Tak więc jadłam kanapki z szynką i pomidorem, nie odzywając się w ogóle do siedzącego naprzeciw mężczyzny. On też nic nie mówił tylko patrzył czy wszystko zjadam.
-Przestań- powiedziałam zdenerwowana.
-Co mam przestać?
-Patrzeć jak jem. Denerwuje mnie to.
-Boję się o ciebie. Zobacz jak ty wyglądasz.
-Dzięki za komplement.- mruknęłam do niego nie zaszczycając go nawet moim spojrzeniem.
-Ola wiesz, że nie o to mi chodzi.
-Ta jasne.
-Ola..- chciał coś jeszcze powiedzieć ale przerwał mu dzwonek do drzwi. Wstał bez słowa i poszedł otworzyć.
-Cześć Mikołaj- powiedział brunet do wchodzącego mężczyzny.
-Cześć Jacku. I jak?- zapytał.
Brunet westchnął i popatrzył bezradnie na kolegę.
-Bez zmian. Nie śpi, na jedzenie patrzyła jak na wroga, nie chce z nikim rozmawiać- powiedział przybity. Naprawdę się o nią martwił.
-Boże a myślałem, że tobie się uda. Przecież jesteście razem.
-Mikołaj co ty opowiadasz? My razem?- pytał zdziwiony Jacek.
-No tak, wy. Widziałem was w szpitalu.
-Mikołaj posłuchaj. Rzeczywiście Ola mi się podoba i byłbym szczęśliwy móc spotykać się z nią ale niestety dała mi kosza. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-Aha- odparł Mikołaj.
-Widzę, że Jacek złożył ci już sprawozdanie- powiedziałam zła na obydwu panów. Traktowali mnie jak dziecko.
-Ola uspokój się. Po prostu nam na tobie zależy. Co się z tobą dzieje?
-Wyjdźcie oboje- krzyknęłam.
-Ola nigdzie się nie ruszymy- odparł spokojnie Mikołaj.
-Wynocha powiedziałam. Nie chcę was tutaj widzieć.- krzyczałam.
Mężczyźni byli w szoku. Jeszcze nigdy nie widzieli mnie w takim stanie. Zawsze byłam dla wszystkich uprzejma i bez potrzeby nie podnosiłam głosu. A teraz? Stałam i wrzeszczałam na nich tylko dlatego, że chcieli mi pomóc. Żaden z nich nie miał jednak zamiaru opuścić mieszkania.
- Nie? W takim razie ja wyjdę- powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi. Niestety Mikołaj nie chciał do tego dopuścić. Złapał mnie a rękę.
-Puszczaj- krzyczałam, próbując się wyrwać z jego mocnego uścisku.
-Nie, dopóki nie powiesz nam co się z tobą dzieje.- odpowiedział spokojnie. Jacek będąc nadal w szoku tylko skinął głową.
-Nie ma o czy mówić.
-Ola nie próbuj nas oszukiwać. Twoje zachowanie nie jest normalne. Masz lepsze wyniki badań. Może jeszcze trochę czeka cię leczenia ale to nie koniec świata. Powiedz mi więc, co się z tobą do cholery dzieje.
-Puść mnie, chcę wyjść- odparłam już spokojnie. Nie miałam już siły walczyć z nim.
-Ola proszę. Powiedz mi..
-Nie mogę..
-Nie możesz cy nie chcesz?- zapytał zdenerwowany. Do cierpliwych to on nie należał. Upór Oli powoli zaczynał go denerwować.
-Czy to ważne?
-Ola...- krzyknął Mikołaj. Nie wiedział sam co ma zrobić. Była dla niego kimś ważnym. Kimś, kto niepostrzeżenie włamał się do jego serca. Tak. Kochał ją, jak jeszcze nikogo innego. Nawet do Kamili nie czuł tego co do Oli. Wszystko schrzanił, kiedy nie wyjaśnił jej tego po wspólnie spędzonej nocy. Wcale nie dziwił się kobiecie, że w pewien sposób oddaliła się od niego. Był załamany kiedy powiedziała mu o podejrzeniach lekarzy. Nie wyobrażał sobie, że może jej zabraknąć. Każdy jej uśmiech sprawiał, że jego świat stawał się piękniejszy, kolorowy. Potem na szczęście okazało się, że to tylko anemia i da się ją wyleczyć. Teraz był przerażony jej stanem. Nie tylko ciała ale i ducha. Nie uśmiechała się w ogóle, była czymś załamana. Musiał dowiedzieć się czym.
-Mikołaj daj mi wreszcie spokój- krzyknęłam. Chciałam uciec jak najszybciej.
- Nie odpuszczę. Zależy mi na tobie.
-Zależy?- krzyknęłam. Coś we mnie pękło. Podeszłam i uderzyłam go w twarz.
-Tak ci zależało, że po wspólnej nocy uciekłeś, że kiedy ja leżałam załamana w szpitalu ty bawiłeś się ze swoją byłą żoną w dom? Nie było cię przy mnie kiedy najbardziej cie potrzebowałam.
-Ola to nie tak. Poza tym my naprawdę chcemy wiedzieć co się z tobą dzieje.
-Nic się nie dzieje. Po prostu za dużo tego wszystkiego zwaliło się na mnie ostatnio. Nie radzę sobie.- powiedziałam załamana i rozpłakałam się. Poczułam jak Mikołaj bierze mnie w swoje ramiona. Nie wiem dlaczego ale kiedy tak robi, czuję spokój, bezpieczeństwo i ciepło. Wracam do równowagi.
-Ola pomogę ci. Razem przez to przejdziemy. Wybacz mi proszę.
Usłyszałam, że Jacek wyszedł z mieszkania.
-Mikołaj, chcę zapomnieć....- nie dokończyłam zdania. Nie musiałam. Mikołaj wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Pocałował mnie mocno, pieszcząc moje ciało delikatnie. Patrzyłam w jego oczy i widziałam, że nie żałuje i pragnie tego samego - zapomnienia....
-Ola pomogę ci. Razem przez to przejdziemy. Wybacz mi proszę.
Usłyszałam, że Jacek wyszedł z mieszkania.
-Mikołaj, chcę zapomnieć....- nie dokończyłam zdania. Nie musiałam. Mikołaj wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Pocałował mnie mocno, pieszcząc moje ciało delikatnie. Patrzyłam w jego oczy i widziałam, że nie żałuje i pragnie tego samego - zapomnienia....
Subskrybuj:
Posty (Atom)